JAK WYGLĄDA TYPOWA, ANGIELSKA RODZINA NA BENEFITACH?

PS.TEKST NALEŻY DO KATEGORII: ŻYCIE LUDZI BEZDOMNYCH.

Historia w końcu doczekała się publikacji. Tytuł mówi o typowej rodzinie na benefitach. No może nie do końca typowa, ponieważ nie mogę jej porównać z żądną inną, ale z opowieści ludzi wynika, że sporo kwestii się zgadza. Jeśli ktoś zna podobne przypadki, koniecznie się podzielcie, bo jestem ciekawa.

Jak do nas trafili?

Rodzina ta, od samego początku nie była bezdomna. Do ich domu została wrzucona bomba petrolowa, co spowodowało częściowy pożar i zaczadzenie budynku. Ponieważ dom bym z COUNCILU (urzędu), to on zobowiązał się do naprawienia szkód.

Na czas remontu, jakiś dwóch miesięcy, całe 7 osób, 5-cioro dzieci i dwóch dorosłych, zostali umieszczeni w naszym hostelu. Oprócz piątki dzieci, z którymi przyszli (trzy dziewczyny: 2, 5, 16 lat i dwóch bliźniaków po 6 lat) mają także dwóch starszych synów: 18 i 21 lat. To właśnie ludzie, którzy chcieli dopaść ich 18-letniego syna, wrzucili im do mieszkania bombę. Ta sytuacja sprawiła, że w siedem osób zamieszkali w pokoju z trzema łózkami piętrowymi i kojcem, o wymiarach 20 m2. Jak sami możecie sobie wyobrazić, sytuacja dość wymagająca.

Jak się też w pewnym momencie okazało ich 18-letni syn, to całkiem niezłe ziółko. Już w wieku 13 lat został umieszczony w zakładzie poprawczym, ponieważ wdał się w bójkę z policjantem. Po kilku latach siedzenia tam wyszedł na wolność, by zrobić dokładnie to samo. Pobił policjanta i dźgnął go nożem, co spowodowało, że w wieku 18-stu lat, został skazany na 10 lat więzienia.

Cały proces odbywał się w trakcie ich pobytu w schronisku. W dniu, kiedy ogłosili wyrok, jego matka była zdruzgotana.

Co musi sobie myśleć wtedy taki rodzic? Ja chyba uważałabym jego wychowanie za życiową porażkę. 18-latek, który nigdy nie zaznał wolności. Scenariusz jego życia dość łatwo przewidzieć no chyba, że stanie się cud, który odmieni jego los.

Życie codzienne.

Zacznijmy od tego, że to najwięksi bałaganiarze, jakich w życiu widziałam. (No może z wyjątkiem tego Pana tutaj) Rozumiem, że ma się piątkę dzieci w tym czwórkę małych i mogą robić bałagan, ale żeby aż tak. Istnieją jakieś granice. Można żyć na małej przestrzeni, ale żeby od razu tak bałaganić. Nowa pościel już po dwóch dniach wymagała zmiany. Ściany szorowałam przez jakieś trzy godziny po ich odejściu. Można było na nich znaleźć wszystko: plamy od długopisu, ołówka, rozlanej kawy, sosu ciemnego tzw. GRAVY, tłuczone ziemniaki czy płatki na mleku. Ja się zastanawiam, gdzie są granice przyzwoitości. U siebie można bałaganić, ale u kogoś? To tak jakby obrócić pokój hotelowy w ruinę. Ktoś za to musi zapłacić. W przypadku hotelu, gość. W przypadku schroniska, właściciel schroniska. Sprzątanie w ich pokoju nie miało żadnego sensu, bo pokój po upływie 24h wracał do pierwotnego nieładu.

Matka na wyjebce.

Wiem, że to określenie nie za dobrze wygląda, ale tylko ono idealnie oddaje charakter jej osoby. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z czymś takim, by matka nie wykazywała żadnego zainteresowania swoimi dziećmi. Nie sprzątała, nie gotowała, za to była mistrzynią w robieniu awantur swojemu partnerowi – ojcowi jej dzieci. Kobieta była wysoka i chuda. Dość zniszczona jak na 40-41 lat. Powiedziałbym nawet, że wyglądem przypominała angielską penerę, tyle że z dziećmi.

Dobry ojciec.

On z kolei robił za tego, który to sprząta i karmi swoje dzieci. Celowo nie użyłam słowa gotuje, ponieważ oni nigdy nie gotowali, mimo wyposażonej kuchni. Żeby zjeść, schodzili na dół do mikrofalówki i podgrzewali sobie gotowe, mrożone dania tzw. READY MADE FOOD. Tutaj warto wspomnieć, że gotowe jedzenie w Anglii, jest bardzo mocno utożsamiane z najniższą klasą społeczną w tym kraju i w części także z klasą średnią. Im ktoś ma więcej pieniędzy i jest bardziej POSH, tym zdrowiej się odżywia. O tym kiedy indziej.

W sumie to Daniel mnie nawet czasami zaskakiwał. Jak coś się działo, przychodził i pytał, czy pomóc. Często pomógł coś przenieść. Umył okna w swoim pokoju, mimo iż to była moja praca. Przynosił pranie, ścielił dzieciom łóżka, a to wszystko z miłości do nich.

Kiedy raz zapytałam go ile są po ślubie, powiedział, że nie są. Ponad 20 lat razem nie sprawiło, że zdecydowali się na ślub. Otwarcie przyznał, że matka jego dzieci go zdradzała, ale ten dalej ją kocha. Ślub natomiast nie wchodził w grę.

Oboje tworzyli całkiem dobraną parę. Co rano, wychodzili na dwór, siadali na dwóch głazach po drugiej stronie ulicy, pili kawę i zapalali skręta. Trzeba sobie jakoś radzić z problemami. Zawsze widziałam ich razem, nigdy osobno. Oboje nie pracowali. Mając tyle dzieci nie ma za bardzo takiej potrzeby. Ilość pieniędzy, jakie za nie dostawali sprawiła, że rodzicielstwo było ich pełnoetatowym zajęciem.

Gdzie te pieniądze?

Pomimo cotygodniowych BENEFITÓW, nie dało się zauważyć żeby dzieci były specjalnie rozpieszczane. Znoszone ubrania, tanie jedzenie. Brak zainteresowania ich ogólnym rozwojem. Ich jedyną atrakcją było jednorazowe wyjście w każdy piątek, ponieważ w czwartek w nocy na ich konto robiony był przelew. Dzieci jak to dzieci, za wiele do powiedzenia nie miały. Pomimo, iż były bardzo pocieszne, nie da się ukryć, że do szkoły im nie było śpieszno. Niejednokrotnie widziałam ich siedzących w pokoju w czasie szkoły. Zdarzało się, że w środku szkolnego dnia, mijałam ich na mieście i czasami nadal mijam, bo mieszkają w mojej miejscowości. Nigdy nie mieli na sobie mundurków zatem do szkoły na pewno nie zmierzali. To dość dziwne, bo w Anglii za nie puszczanie dzieci do szkoły, dostaje się mandaty. No już sama nie wiem, nigdy o to nie zapytałam.

To, jaka jest ta typowa rodzina?

Kiedy już przyszło mi ich podsumować, mogę zdecydowanie powiedzieć, że od razu widać, że wywodzą się z patologi. Codzienne awantury, nieprzywiązywanie wagi do edukacji dzieci, karmienie ich gotowym jedzeniem, które jak wiemy w dzisiejszych czasach zabija, zamiast odżywiać. Oboje rodzice bezrobotni, żyjący na zasiłkach.

Nawet jeżeli spojrzymy na to z punktu widzenia przyrostu naturalnego, to posiadanie w ich wypadku siedmiorga dzieci jest dość dla państwa nieopłacalne. Dwoje z siedmiu już jest utrudnieniem dla systemu. Możemy się tylko domyślać, że z pozostałej piątki cudów też nie będzie, aczkolwiek nigdy nie wiadomo. Czy jest to typowa rodzina na benefitach? Wszystko na to wskazuje.

Na dzisiaj to tyle. Jeżeli jesteście ciekawi innych historii to sprawdźcie całą kategorię: Życie ludzi bezdomnych lub panel ogólny z ostatnimi wpisami 🙂

Powiązane wpisy