CZEGO NAUCZYŁA MNIE PRACA W SCHRONISKU DLA BEZDOMNYCH?

Mój czas w schronisku powoli dobiega końca. Co prawda jeszcze nie oznajmiłam tego mojej szefowej, bo nie chce jej psuć urlopu, ale chyba będę musiała. Miała być z tego jakaś książka, ale dłuższy pobyt tutaj, kosztowałby mnie zdecydowanie za dużo nerwów. W tym miejscu można przedwcześnie osiwieć, a tego bym jeszcze nie chciała. Nie w tym wieku.

Nie żałuje, że podjęłam tę pracę. Uważam ją za bardzo ciekawe doświadczenie, które pozwala lepiej poznać innych, jak i samego siebie. Stwierdziłam, że ten tekst dość dobrze podsumuje moje zdobyte doświadczenie, a w przyszłości pomoże aplikować o nie jedną pracę.

Praca ta nauczyła mnie kilku bardzo ważnych rzeczy mi.n.:

1. Jeżeli ktoś odmówił ci raz, nie zawsze znaczy to, że odmówi ci też drugi.

Wydaje się, że bezdomni są całkiem nieźli w dostawaniu tego, czego chcą. Nie jednokrotnie przychodzili do mnie prosząc o kawę, mleko, cukier czy coś do jedzenia. Moje „NIE”, nigdy nie zniechęcało ich, by po kilku godzinach przyjść i zapytać ponownie.

Odmowa ma wiele przyczyn. Ktoś może powiedzieć nie, bo cię nie lubi, bo ma zły humor, bo tak mu wygodniej, bo jest leniwy i mu się nie chce, bo tak mu kazano oraz wiele innych.

Nie raz zdarzało się, że odmawiałam za pierwszym i drugim razem, a za trzecim już odpuszczałam. Zdecydowanie łatwiej jest zrobić komuś kawę, niż słuchać jak cały dzień o nią prosi.

Myślę, że bezdomni bardzo dobrze rozumieją, że wypowiedziane „NIE” odnosi się tylko do danej chwili. Nic ich to nie kosztuje, by poprosić o coś kolejny raz. W najgorszym wypadku będą musieli poradzić sobie jakoś z odrzuceniem, chociaż myślę, że tę kwestię mają już dawno za sobą.

Uważam, że zasadę tę można zastosować prawie do wszystkiego. Każdy ma jakieś swoje granice, jeśli chodzi o mówienie innym „NIE”. Jeżeli ktoś jest wystarczająco zawzięty, przebije się przez pewną ilość odmów, by uzyskać od kogoś upragnione TAK.

2. Bycie asertywnym nie sprawi, że wszyscy nagle zaczną darzyć cię niechęcią.

Zawsze odnosiłam wrażenie, że odmawianie innym sprawi, że przestaną mnie lubić. Odkąd pracuje w schronisku, z większą łatwością przychodzi mi bycie asertywną. Jeśli wiem, że coś nie jest dla mnie dobre, bo mnie np. fizycznie czy psychicznie obciąży, to tego nie robię. Ludzie nie zawsze są z tego powodu zadowoleni, ale niestety nie mogą mieć wszystkiego. Wszędzie istnieją pewne zasady, których trzeba przestrzegać. Gdybym spełniała zachcianki wszystkich ludzi, nie miałabym życia, a moja praca stałaby się jeszcze większym koszmarem.

W asertywności chodzi o to, by najpierw zastanowić się, z jakimi to się będzie wiązało konsekwencjami. Jeżeli masz przysporzyć sobie stresu kosztem czyjegoś widzimisię, to nie ma to większego sensu. Nie musisz zadowalać wszystkich wokół, tym bardziej, jeśli twoja znajomość z daną osobą wynika z twojej pracy, bo np. pracujesz w obsłudze klienta. Jeśli odmówisz komuś, kogo prawdopodobnie widzisz tylko raz w życiu, to tym bardziej korona z głowy nikomu nie spadnie.

3. Ludzie nie zawsze są szczerzy i dobrzy.

Jeśli ktoś uważa, że cały świat jest dobry, powinien trochę popracować w schronisku. Niektórzy ludzie są po prostu źli. W dosłownym tego słowa znaczeniu. Lubią kłamać, użalać się nad sobą, zmyślają historię na temat powodów, dla których tutaj są, będą brać cię na litość, by coś dostać, a koniec końców potraktują cię jak największego wroga. Źle traktują innych, nie stronią od przemocy i wszędzie szukają problemu. Praca z bezdomnymi wiąże się z tym, że należy nieco zmniejszyć swoje zaufanie i być nieco bardziej podejrzliwym. Należy weryfikować fakty u innych źródeł, by potwierdzić ich historię. Powiedzą ci wszystko, byle tylko dostać to, czego chcą. Angażowanie się emocjonalnie nie jest dobre. W pracy z nimi liczą się fakty. Oprócz tego trzeba też wiedzieć jak z nimi rozmawiać. Spokój potrafi zdziałać cuda. Awantura prowadzi do zguby.

4. Ludzi nie interesują twoje problemy.

Osoby bezdomne szukają ludzi, którym mogą się zwierzyć. Lubią opowiadać swoje historię i podkreślać jak im ciężko. Jeśli zaczniesz wchodzić z nimi w dyskusję i dodatkowo będziesz opowiadać o swoich problemach, możesz być pewien, że z łatwością ich od siebie odstraszysz. Mają dość swoich problemów, dlatego nie chcą słuchać o innych. Nie działa to na wszystkich, ale na zdecydowaną większość owszem.

5. Im mniej o tobie wiedzą, tym lepiej.

W pracy, w której masz do czynienia z ludźmi, którzy mieli zatargi z prawem czy np. są narkomanami, złodziejami, byłymi więźniami czy też mają problemy psychiczne, powinieneś zachować maksymalną anonimowość. Powód jest prosty. Nigdy nie wiesz na ile ktoś jest w pełni mentalnie zdrowy, a także, na co kogo stać. Podając choćby swoje imię i nazwisko, osobom, które mają takie doświadczenia, narażasz w jakimś stopniu swoje bezpieczeństwo. W dzisiejszych czasach dość łatwo jest kogoś znaleźć, a social media powiedzą o tobie bardzo dużo.

Jeśli nie musisz zdradzać innym swojego nazwiska nie rób tego. Jeśli nie musisz podawać prawdziwego imienia wymyśl nowe. Na mnie wołają Daniele lub Amelia. W żadnym wypadku nie podawaj takim swojego numeru telefonu, a do tego uprzedź innych, by nie robili tego w twoim imieniu. Zdarzają się sytuacje, w których ktoś może mieć problem bezpośrednio do ciebie, bo coś opacznie zrozumiał. Wtedy twoją jedyną opcją będzie zmiana numeru. Przechodziłam przez kwestie moich danych dwa razy. Za pierwszym opisywałam ją w tekście: NA GRANICY OBŁĘDU, CZYLI ŻYCIE Z PTSD (POST TRAUMATIC STRESS DISORDER) Za drugim razem, mój kolega z pracy podał mój numer bezdomnej, nie pytając mnie przy tym o zgodę. Na szczęście była nieszkodliwa, ale równie dobrze mógłby to być ktoś inny.

6. Zawsze możesz dostać więcej niż myślisz.

Wszystko zależy od twojej postawy. Ludzie mili dostają więcej. Jeżeli jesteś w miejscu, w którym jesteś obsługiwany przez ludzi, musisz pamiętać że humor osoby, która cię obsługuje, to loteria. Nigdy nie wiesz, na co trafisz. Ktoś może być zły, bo pokłócił się z klientem przed tobą. Może być zmęczony, bo zdecydowanie za dużo pracuje. Może być sfrustrowany, bo nie podoba mu się praca. Nie masz wpływu na to, co daną osobę spotkało, ale możesz mieć wpływ na to, jak ona cię odbierze. Z własnego doświadczenia zauważyłam że ludzie w schronisku, którzy byli dla mnie uprzejmi bardziej niż powinni, zawsze byli przeze mnie lepiej traktowani. Nie możesz oczekiwać że osoba, której właśnie ubliżyłeś zrobi ci przysługę i np. da ci lepszy pokój, zadzwoni w twojej sprawie do danej instytucji czy da ci te dodatkowe saszetki cukru. Twoja uprzejmość jest twoją przepustką do tego, by zostać lepiej obsłużonym.

Doświadczyłam w tym miejscu możliwie wszystkich emocji.

Płakałam, towarzyszyłam przy początkach porodu, zbierałam z ziemi naćpanych narkomanów, czułam obrzydzenie, strach, gniew, współczucie, empatie, poczucie beznadziejności, byłam świadkiem awantur, scen zazdrości, przemocy, pocieszałam po śmierci dziecka, odbiorze dziecka, doświadczeniu gwałtu czy próbie samobójczej i myślach samobójczych. Chciano się ze mną umówić i wyśledzić w internecie. Byłam też doceniana przez mieszkańców, obdarowywana prezentami, zostawiano liściki z podziękowaniami. Bywałam niemiła, nieuprzejma, szorstka i chamska. Współczułam i nienawidziłam, na końcu starałam się zrozumieć. Byłam zmęczona i niewyspana, rozczarowana i sfrustrowana. Widziałam w ludzkich oczach gniew, szaleństwo i stratę.

Całkiem sporo jak na kilka miesięcy pracy. Dopiero tutaj udało mi się poznać swoje reakcje w sytuacjach naprawdę stresujących. O dziwo całkiem dobrze radze sobie z ludźmi szalonymi tymi, którzy potrzebują medycznej pomocy i tymi, którzy chcą się skrzywdzić. Wciąż nie radze sobie z tymi, którzy to bezpośrednio na mnie wyładowują swoją złość. Za każdym razem, gdy mnie przy nich ponosi, jestem rozczarowana, że zniżyłam się do ich poziomu.

Dla kontrastu zdarzają się momenty, kiedy dowiaduje się rzeczy, których się kompletnie nie spodziewałam i które w bardzo pozytywny sposób mnie zaskakują. Bo oprócz narkomanów i recydywistów wciąż trafiają się normalni ludzie, którzy pomogą, staną w obronie czy powiedzą miłe słowo w tych trudnych momentach.

Nic w życiu nie dzieje się bez powodu, dlatego wierzę że ta praca, miała na celu uczynić mnie silniejszą, bardziej stanowczą i asertywną. 

Nie jest to mój biznes i nie jestem do niego w żadnym stopniu przywiązana. To co się tutaj dzieje, to zwyczajnie nie mój problem. Miejmy tylko nadzieję, że doświadczenie to wyjdzie mi tylko na dobre.

PS. To nie koniec historii bezdomnych. Mam jeszcze kilka w zanadrzu. 🙂  

Jeśli chcesz zapoznać się z całym wątkiem o bezdomnych, zapraszam tutaj.

Powiązane wpisy