DZIEŃ Z ŻYCIA W SZYBENIKU — JAK NIE DOSTALIŚMY JEŚĆ PRZEZ BARIERĘ JĘZYKOWĄ.

szybenik

Nasz pobyt w Trogirze dobiegł końca. Spakowaliśmy bagaże, udaliśmy się na dworzec, wsiedliśmy w spóźniony 40 minut autobus, po czym zameldowaliśmy się w oddalonym o 60 km na północ Szybeniku.

Nasza kwatera na AirBnb zlokalizowana w centrum starego miasta, niczym nie przypominała tej ze zdjęć. Stanęliśmy przed rozpadającą się kamienicą, w przerażeniu czekając na właścicielkę, która miała wpuścić nas do środka. Teraz już wiem, dlaczego umawiała się z ludźmi pod teatrem w centrum miasta. Ewidentnie obawiała się reakcji na wygląd budynku. Po 10 minut obstawiania jak jest w środku, przyszła i naszym oczom ukazało się urocze, średniowieczne mieszkanko. Kamień spadł nam z serca. Mieszkanie było tak klimatyczne i z dobrą energią, że chętnie bym tam zamieszkała.

Szybenik
Nasz nocleg z zewnątrz – Szybenik
szybenik
Mieszkanie w środku.
szybenik
Koronki to chyba dośc popularna rzecz w Chorwacji.

Po dokonaniu wszystkich formalności, doradziła gdzie zjeść, nie tracąc przy tym majątku i gdzie załapać się na resztki słońca mimo stosunkowo późnej godziny.

Poleciła nam restauracje o nazwie Marenda 2, do której też się udaliśmy. W Trogirze zdążyliśmy się rozczarować jedzeniem, bo pech chciał, że nie było kogo zapytać o dobre miejsce.

Wchodzimy do knajpy, w środku klimat rodem z polskiego PRL-u. Z kolei przed restauracją całkiem przyjemne otoczenie starych zabytkowych kamienic.

Wychodzi szefowa i pyta co dla nas. Zaczynamy po angielsku i kompletnie nic z tego nie wychodzi. Przerzucamy się na polski, ale sytuacja się nie zmienia. Zauważamy, że wszyscy jedzą to samo więc pokazujemy palcami, że chcemy to, co reszta klientów, dwa razy. Sukces! Po chwili przynosi nam niesmacznie wyglądającą zupę w cenie 15 KUN, jak się okazuje z soczewicy. Wygląd niezbyt instagramowy, ale w smaku bardzo dobra. Po zupie pytamy co ma na drugie danie. Twierdzi, że nadziewaną paprykę dlatego ponownie prosimy o dwie porcje.

merenda 2 szybenik
Wspomniana wyżej zupa z soczewicy.

Mija 20, 30, 40 minut, a my nadal nic nie dostajemy, mimo iż wszyscy przed nami zdążyli już swoje zjeść. Szefowa niekiedy tylko sprzątając stoliki zerka na nas jakoś tak podejrzanie jakby zastanawiała się, jak długo mamy zamiar tak bezczynnie siedzieć.

Czas płynie, a my śpieszymy się na ostatnią łódkę na plaże. Po 40 minutach bezczynności, wstaje z krzesła, podchodzę do lady i pytam gdzie nasza nadziewana papryka? Patrzy na mnie, macha rękami i mówi, że papryki nie ma. Ja już załamana dosłownie przejeżdżam rękami po twarzy, bo ona do mnie po chorwacku, a ja do niej po polsku. Nie dogadujemy się. Załamuje ręce i wychodzę. Wołam Arka i mówię: „Idź zapłać, jedzenia nie będzie. W takim tempie w życiu nie dotrzemy na tę plażę.″

Biegnie za nami, tłumaczy i przeprasza, ale ja i tak nie rozumiem. Przez pierwsze 30 minut chodzę obrażona na cały świat z moimi charakterystycznie zamieszczonymi brwiami jak u angry birds. Nie byłam jakaś specjalnie głodna, bo udało nam się przynajmniej zjeść tę zupę. Do szału doprowadziła mnie ta sytuacja.

Myślę, że moje słowa: drugie danie, musiała jakoś opatrzenie zrozumieć, bo wyszła jej nadziewana papryka, której i tak nie było.

Miejsce pod nazwą Menadera 2 w Szybeniku jest jak najbardziej warte polecenia, ale jeśli nie mówicie po chorwacku to lepiej pokazywać palcem na obrazki w menu lub od razu włączyć Google translate.

Zmieniamy plan, bo plaża okazuje się marna. Postanawiamy odwiedzić stare śmieci i udajemy się na camping Solaris, na którym byliśmy 4 lata temu.

Solaris beach camp
Solaris Beach Camp

I tak rozkoszując się zachodzącym słońcem i piękną pogodą, myślę: jak ktoś, kto prowadzi restauracje w samym centrum starego miasta, w tak popularnym miejscu, jest tak językowo oporny i nie jest w stanie powiedzieć kilku prostych zdań po angielsku. Wystarczyłoby się nauczyć nazw posiłków i prostych zwrotów.

Tak się właśnie nie zrozumiałyśmy. Szkoda, że nie widzieliście poziomu mojej frustracji przez następne 30 minut po wyjściu stamtąd. Gdzie się podziało moje zrozumienie i opanowanie? Czasami mam zdecydowanie za duże oczekiwania co do innych, ale spokojnie, pracuje nad tym. Ostatnio każdy obejrzany odcinek Bartka z Bez planu, pozwala mi się bardziej do wszystkiego zdystansować, by stwierdzić, że moje problemy pierwszego świata, to nic w porównaniu z całą resztą.

Po więcej opowieści z Chorwacji zapraszam tutaj.

solaris chorwacja
Solaris beach camp

Powiązane wpisy