JAK SPOŁECZNOŚĆ FACEBOOKA WYWIERA NA MNIE PRESJE?

presja facebooka

Dla większości z nas, zwłaszcza dla roczników urodzonych w latach ’90 i wyżej, media społecznościowe stały się niejako nieodłącznym elementem życia, towarzyszącym nam praktycznie od samego początku.

Moje pierwsze konto społecznościowe założyłam jeszcze na pierwszym, najpopularniejszym wtedy w Polsce, obecnie zamkniętym serwisie grono.net, następnie przyszła nasza-klasa.pl, która z czasem zaczęła tracić na popularności. Społeczeństwo przerzuciło się na wszystkim znanego Facebooka, który stał się głównym narzędziem komunikacji między ludźmi. Obok Facebooka pojawił się Instagram i Snapchat, który wśród nastolatków cieszy się zdecydowanie większą popularnością niż Facebook. Nie będę już wspominać o Twiterze i innych podobnych, bo ich nie używam. Za dużo czasu by mnie to kosztowało. Trzeba zostawić jeszcze trochę miejsca na codzienną rutynę, pracę i rodzinę.

W dzisiejszych czasach media społecznościowe są bardzo ważnym elementem życia. Używamy ich, by podglądać swoich znajomych, chwalić się swoimi podróżami, dziećmi, czy kolorowym życiem. Twoja facebookowa tablica, to taka gazeta codzienna, która dostarcza ci rozrywki i wiedzy na podstawie wcześniejszych polubień. Algorytm Facebooka już wie co ci podrzucić do porannej kawy. Czasami się śmieje  i mówię: „Pokaż mi swoją tablicę, a powiem ci, kim jesteś.”

Za osobą przemawiają zdjęcia, które publikuje, artykuły, które udostępnia, posty, które lajkuje czy pisze i fanpage, które prowadzi. Dla jednych Facebook to medium pozwalające komunikować się ze znajomymi, a dla innych jak np. dla mnie, to miejsce, w którym rozwijam mój potencjalny biznes. To na FB znajduje się mój fotograficzny fanpage czy blogowa społeczność.

Jak bardzo bym chciała zerwać znajomość z Zuckerbergiem, to na razie nie mogę. Zbyt wiele mnie z nim łączy i wciąż jest mi potrzebny. Nie ma się co oszukiwać, tradycyjne metody reklamy wciąż są kultywowane, ale obecnie media społecznościowe stały się jednym z głównych środków reklamy. Wśród młodych ludzi uważam, że nawet bardziej niż telewizja. Młode pokolenia, chcąc znaleźć dane miejsce czy firmę, bardzo często przeczesują portale właśnie w poszukiwaniu fanpagy czy instagramowych kont, by poprzez polubienia, czy subskrypcje np. na YouTube, być w kontakcie ze swoimi ulubionymi twórcami.

Z jednej strony dzisiejsze media oferują nam bardzo dużo możliwości rozwoju. Możemy prowadzić biznesy i pokazywać się społeczności, czy zwyczajnie mieć kontakt ze znajomymi. Możemy do nich zadzwonić z każdego miejsca na ziemi, czy podejrzeć co u nich słychać wchodząc na ich profil.

Jeśli nie ma was w internecie, to zapewne już zostaliście przez większość ludzi zapomniani. A może to i lepiej? Bo po co to komu? Może takiej osobie, która online jest incognito, żyje się o wiele lepiej, gdyż nie dostaje tylu bodźców 15 razy w ciągu dnia, scrollując swoją tablicę? Jest wiele zalet posiadania, jak i nieposiadania mediów. Gorzej, gdy media stają się częścią twojego życia, ponieważ dzięki nim zarabiasz na chleb, a wtedy bardzo ciężko jest tak po prostu zniknąć.

Ostatnio dostaje informacje pochodzące z mojej podświadomości, że powinnam zaprzestać na jakiś czas śledzenia innych, czy scrollowania Facebooka, ponieważ odnoszę wrażenie, że facebookowa społeczność wywiera na mnie presje. Oczywiście ci ludzie o tym nie wiedzą, bo dla nich to tylko dzielenie się swoim życiem z resztą społeczności, a dla mnie powód do załamywania rąk.

O jakiej presji mówię?

Mam 24 lata. Od dobrych trzech lat obserwuje na mojej tablicy pewną schematyczność. Jakieś 3 lata temu nastąpił wysyp pierścionków zaręczynowych. Wszyscy masowo się zaręczali. Ilość palców na mojej tablicy nie widziała końca. Wtedy myślałam: „O co chodzi? Zmówili się? Wszyscy jak jeden mąż?” A do tego jeszcze większość w Święta Bożego Narodzenia, Sylwestra lub wakacje. W tych terminach najlepiej nie oglądać FB, bo człowiek może się załamać. Wszyscy dookoła się sobie oświadczają, a ty Emilia co? I mimo że wiesz, iż wszystko ma swój czas, to odnosisz wrażenie, że może coś jednak w twoim życiu coś poszło nie tak? – presja numer 1.

Czas leciał i w pewnym momencie zaczęły pojawiać się dzieci. Chyba nie zliczę jaka część moich facebookowych znajomych nagle zaczęła wstawiać zdjęcia swoich dzieci. Wiecie co w tym jest najgorsze? Dzieci bardzo szybko rosną. Wchodzisz na FB i patrzysz, a tam zdjęcie noworodka. Nim się obejrzysz ma już pół roku, a nagle dwa lata. Dzieci moich znajomych nagle zaczęły mi uzmysławiać, że przecież ten czas tak szybko leci! Emilia a ty, kiedy będziesz miała dzieci? Zegar tyka!!?? Jeszcze nie mam pierścionka, a gdzie tu mowa o dzieciach? – presja numer 2.

Scrolluje dalej. Od pół roku, z nasileniem na obecne wakacje, przeglądam zdjęcia z niekończących się wieczorów panieńskich i ślubów. Zauważyłam bardzo ciekawą zależność. Moi facebookowi znajomi, którzy chodzili ze mną do podstawówki do Warszawy, wybierają raczej karierę i ewentualne zaręczyny. Reszta, która chodziła ze mną do gimnazjum czy szkoły średniej i pochodzi z dalszych obrzeży Warszawy, biorą śluby jakby się zmówili. Jeden po drugim. Takie trendy można wyczytać z mojej tablicy. Jak patrzę na te wszystkie suknie, bogate panieńskie, limuzyny, dzikie tłumy ludzi na weselach, to zadaje sobie jedno, podstawowe pytanie: „Za co to wszystko?”

Gdybym w obecnym momencie miała wyprawić sobie ślub i wesele to może maksymalnie starczyłoby mi na postawienie obiadu w restauracji 30 osobom. I mowa tu tylko o obiedzie. Żadnych sukienek, sesji zdjęciowych, nic takiego. No nie wiem. Niech mnie ktoś uświadomi, że to wszytko na kredyt albo za pieniądze rodziców, bo nie wierzę, że wszyscy, dosłownie wszyscy w wieku 22, 23, 24, 25 lat nagle dorobili się tylu pieniędzy, by samemu sobie wyprawić ślub i wesele? Ja, nawet gdybym bardzo chciała, to w tej kwestii muszę liczyć tylko na siebie i ewentualnie na bank, który wczoraj odmówił mi przyznania karty kredytowej! I już nie jestem załamana, bo nie biorę ślubu. Te kwestię mam już za sobą. Wytłumaczyłam to sobie gdzieś na etapie presji numer jeden, czyli zaręczyn. Bardziej chodzi o kwestie pieniędzy. Mieszkam w Anglii i nie zarabiam jakiś groszy, ale mimo to nie stać mnie na takie przedsięwzięcie jakim jest, chociażby wesele na 70 osób. Czy ktoś mi powie, czy taki kredyt się w ogóle zwraca? – presja numer 3

Teraz przechodzimy chyba do ostatniej kwestii, która siedzi mi w głowie tak bardzo, że nie mogę o niej zapomnieć. Jakiś czas temu facebookowa znajoma, z którą nie rozmawiałam od jakiś 9 lat, pewnie nawet tego nie przeczyta (miejmy nadzieję), zamieściła zdjęcie na FB, siebie i swojego męża, trzymając w ręku bodajże klucze do nowego mieszkania, chyba gdzieś na warszawskiej Woli. Opis mnie zabił: „A wy co? Dalej nic?”

Zabiło mnie to. Naprawdę wewnętrznie poczułam, że to koniec. Teraz będzie załamka przez tydzień. 5 słów zniszczyło mi wtedy dzień. Czy to nie jest presja? Ma 25 lat i mówi: „A wy co? Dalej nic?” Naprawdę idzie się załamać. Nie stać mnie na ślub, na dobry samochód za gotówkę, a co dopiero na mieszkanie na warszawskiej Woli? Jej zdaniem chyba, mieszkanie w kredyt jest wyznacznikiem lepszego życia. I oczywiście każdy z nas, tak myślę, chciałaby mieć swoje cztery kąty na własność, ale nie kosztem kredytu na 30 lat życia. Po pierwsze perspektywa spłaty tak długiego kredytu jest przerażająca, a po drugie bank nie chce mi dać karty kredytowej, pomimo wzorowej historii, a co dopiero kredyt na mieszkanie? – presja numer 4

Ilekroć przeglądam FB i trafiam na takie kwiatki, odnoszę wrażenie, że chyba coś w życiu robię nie tak. Zapominam co jest dla mnie ważne i jakie mam priorytety. Przecież sobie obiecałam. Najpierw satysfakcjonująca praca, która zajmuje pół życia, potem dzieci czy dom. Wiem, że jak będę musiała pracować byle gdzie ze świadomością, że mam dom na kredyt, to przecież nie będę w ogóle z tego powodu szczęśliwa.

Przez media czuje, że powinnam skupiać się na rzeczach, których na obecną chwilę jeszcze nie mogę mieć. Trudno jest zniknąć z FB, kiedy prowadzi się na nim fanpage, dlatego postanowiłam, że od dzisiaj zaprzestane scrollowania mojej tablicy na Insta czy FB i ograniczę się tylko do wrzucania treści i odpowiadania na komentarze. To będzie eksperyment, który potrwa tak długo, jak będzie trzeba.

Już dosyć mam mojej osoby, która regularnie wpada w chwilową depresję, bo naoglądała się Facebooka. Po co mi to? Zajmę się sobą, a do innych może wrócę za jakiś czas. Poza tym zaoszczędzę czas i spożytkuje go w bardziej kreatywny i wartościowy sposób. Łącznie godzina dziennie spędzona na przeglądaniu mediów, to 15 dni w roku zmarnowanego czasu. Czas skupić się na sobie. Ja ci pokaże Zuckerberg, że da się wykorzystać Facebooka, nie tracąc przy tym zdrowia.

Na dzisiaj się z wami żegnam. Czas na jakiś spacer.

Mój Instagram i Facebook.

Powiązane wpisy