I CÓŻ, ŻE O SZWECJI — NATALIA KOŁACZEK

I cóż że o szwecji

Szwecja to kraj, który przede wszystkim kojarzył mi się z kultowym filmem oraz książką: „Dzieci z Bullerbyn”, a co za tym idzie czerwonymi domami, sielskimi krajobrazami i jakże sielankowym, wiejskim życiem. Oprócz tego dochodzą jakże kontrastowe i znane na cały świecie kryminały Stiega Larssona, który wprowadza w Szwecji nieco chłodu i dreszczyku emocji. O samych Szwedach słyszałam, tyle że trudno jest z nimi nawiązać kontakt i ogólnie to dość chłodni w usposobieniu i zdystansowani ludzie. I w sumie w kwestii mojej wiedzy na temat tego kraju, to by było na tyle.


W czerwcu, na zaproszenie znajomej z bloga BewilderedSlavica, udałam się do Sztokholmu i przez kolejne 5 dni, miałam okazję obserwować ludzi, ich zachowania, zwyczaje, podziwiając przy tym cudowne miejsca. Podczas mojego pobytu było gorąco, a przy tym sielsko i momentami czułam się dokładnie jak w Bullerbyn. O swoich odczuciach na temat Szwecji i Szwedów pisałam tutaj. 

Po wyjeździe, w mojej głowie pojawiło się jedno podstawowe pytanie, które nie dawało mi spokoju: Czy Szwedzi to naprawdę tacy chłodni i ciężko nawiązujący relacje ludzie? Przecież już sam fakt, że jesteśmy ludźmi sprawia, że to, co robimy głównie, to budowanie i nawiązywanie relacji z innymi. Po moim krótkim pobycie odniosłam wrażenie, że być może nieco trudniej jest dotrzeć do Szwedów, zwłaszcza jeśli jest się z zewnątrz, a co za tym idzie z innego kraju natomiast na pewno nie jest to niemożliwe. A jeżeli kierujemy się stereotypami, tym jest nam zdecydowanie trudniej.

Postanowiłam, że nieco zgłębię wiedzę. Zaczęłam szukać czegoś o Szwecji i Szwedach, co zostało napisane przez osobę z zewnątrz. Trafiłam na Szwecjobloga, jego autorkę Natalie Kołaczek, a przy okazji jej książkę pt. „I cóż, że o Szwecji”

Co prawda książka nie zaspokoiła w pełni mojej ciekawości, ponieważ głównie spodziewałam się osobistych relacji, a dostałam raczej zbiór ciekawostek kulturowych, zebranych z różnych źródeł, które następnie zostały pogrupowane w te najważniejsze i najbardziej charakterystyczne dla Szwecji i Szwedów.

CO MI SIĘ PODOBAŁO?

1. Książka pokazuje niejako wizję przyszłości. Na podstawie Szwecji widać jakie trendy zdają się przodować w wysoko rozwiniętym społeczeństwie. Segregacja śmieci, jedzenie bardzo dobrej jakości jedzenia oraz rezygnacja z jedzenia mięsa, dbanie o środowisko czy dążenie ku nowoczesności i jeszcze większej innowacyjności np. jeśli chodzi o pasywne domy, czy nieszkodliwe dla środowiska i ekonomiczne pojazdy. Nie myślcie sobie tylko, że kiedy mówię np. o segregacji śmieci to wy myślicie o trzy kolorowych pojemnikach, do których wrzuca się papier, plastik i szkło.

Wszystkie te tematy potraktowane są na bardzo wysokim poziomie i mówimy tu raczej o kwestii np. wyeliminowania śmieci w ogóle, czy dążenia do zaprzestania używania węgla kopalnego jako źródła energii.

Uważam, że pod tym względem ta książka, co prawa dość powierzchownie, ale przejrzyście ukazuje jak kiedyś może wyglądać przyszłość, o ile ustalimy jako naród odpowiednie priorytety.

2. Drugą kwestią, która także mnie urzekła, to sposób myślenia o samym środowisku, jako o nieodłącznym elemencie ludzkiego życia, które to właśnie sprawia, że funkcjonujemy i czerpiemy z tego życia radość. Taka oczywista sprawa, a dla 3/4 globu wciąż niezrozumiana i lekceważona. Pod tym względem wydaje się jakby Szwedzi urwali się z kosmosu, bo jako jedni z nielicznych kierują się takim, a nie innym podejściem.

CO MI SIĘ NIE PODOBAŁO?

1. Szwedzka mania dotycząca całkowicie bezstresowego wychowania dzieci, które w pewnym momencie przypominała mi dzieci z książki George’a Orwella: „Rok 1984”, w którym to wychowane przez system, sprzedawały swoich rodziców wielkiemu bratu, powodując tym samym zamykanie swoich rodziców w wiezieniu. Podobną rzecz można zaobserwować u szwedzkich dzieci, ale żeby się o tym przekonać, musielibyście przeczytać książkę lub wyemigrować.

2. Druga kwestia w Szwedzkim podejściu to temat dot. równouprawnienia płci, który z mojego puntu widzenia jest dość niedorzeczny. Postrzeganie chłopców i dziewczynek jako jednej płci, robi się dość kontrowersyjne i popada w skrajności. W tej sprawie zdecydowanie przeginają. Pozwolenie by dzieci wychowywały się w tamtejszych przedszkolach czy szkołach, wydaje mi się całkowicie nie do zaakceptowania.

O co mogę się przyczepić?

Chyba tylko o to, że zabrakło mi w tej książce tematu imigrantów, którzy obecnie stanowią bardzo dużą część populacji. Autorka nie wspomina o innych narodowościach czy radykalnych muzułmanach, którzy w Szwecji stanowią problem. Wszyscy w jakimś stopniu jesteśmy świadomi tego, co się tam dzieje. Tematy niewygodne, niestety nie zostały poruszone. Czytając wcześniej recenzje tej książki ktoś powiedział, że wiele w niej poprawności politycznej i może rzeczywiście coś w tym jest.

Mimo wszystko polecam „I cóż, że o Szwecji”, jako wstęp do zgłębienia szwedzkiej kultury. Zdecydowanie dobra dla tych, co o Szwecji nie wiedzą nic lub bardzo mało.

Co do mojego głównego postawionego pytania, to dostałam na nie odpowiedz i tak jak myślałam: Szwedzi nie są tacy chłodni i zdystansowani jak ich malują, ale o tym każdy z nas powinien się raczej przekonać na własnej skórze.

Udanej lektury! 🙂
Więcej propozycji czytanych przeze mnie książek, znajdziecie Tutaj.

Powiązane wpisy