ŻYCIE BEZDOMNYCH: JAK SZYBKO ODEBRAĆ KOMUŚ DZIECI W UK?

UWAGA! UWAGA! Ten wpis pochodzi z serii: ŻYCIE LUDZI BEZDOMNYCH dlatego, jeżeli chcesz być w pełnym kontekście, to zapraszam cię do pierwszego wpisu lub do całej kategorii.


Aisza przyjechała do Anglii w pogoni za miłością. Opuściła słoneczne Bermudy, położone na Oceanie Atlantyckim i wraz z dwójką dzieci zawitała do sezonowej, z natury chłodnej i jak to stereotypowo mówią: „deszczowej Anglii”. Dwie walizki, dwójka dzieci i ona, młoda mulatka, ładna, zadbana i inteligentna. Biegle władająca językiem angielskim, ale to raczej nikogo nie powinno dziwić, ponieważ Bermudy to terytorium zależne od Wielkiej Brytanii, gdzie językiem urzędowym jest język angielski. A że jest to terytorium zależne, mieszkańcy wyspy mogą podróżować do UK na czas 6-ściu miesięcy, bez wizy.


Jak to z reguły w historiach miłosnych bywa, Aisza przyjechała do Anglii za namową swojego ukochanego, który to obiecał jej lepsze życie, lepsze szkoły dla dzieci, jednym słowem gruszki na wierzbie. Urzeczona opowieściami swojego partnera, zabrała swoje dwie ledwie potrafiące chodzić córki z rajskiej Bermudy i przyjechała na wyspy.

Na miejscu, oprócz szarej pogody, zastała ją też szara rzeczywistość. Happy Endu nigdy nie było i prawdopodobnie jeszcze długo nie będzie, ale będę jej z całego serca dopingować.

Wyobraźcie sobie, moje drogie czytelniczki (wybaczcie, ale kontekst pozwala mi wykluczyć w tym momencie mężczyzn), że oblatujecie pół świata, by na miejscu dowiedzieć się, że wasz najdroższy partner, jest z INNĄ. Oczywiście pół biedy, gdyby ta INNA to była całkowicie obca baba!

W tym wypadku, ta INNA okazuje się znajomą zza czasów szkoły średniej, a co najważniejsze, ta INNA ma z twoim partnerem dziecko, w wieku twojej rocznej córki. Ta INNA też nie pozwala ci zostać w domu, który miał być JEGO i lądujesz w schronisku dla bezdomnych, razem z dwójką dzieci, bez pieniędzy, bez pracy i w obcym kraju.

Wtedy uświadamiasz sobie, że nie dosyć, iż twój partner, od ponad roku cię zdradzał z koleżanką z ławki i w tym samym czasie co tobie, zrobił jej dziecko, to jeszcze przeleciałaś pół świata, by się o tym dowiedzieć i by sobie uzmysłowić, że oficjalnie jesteś w czarnej dupie.

Teraz czas na chwilę refleksji i zadanie sobie jednego podstawowego pytania. Dlaczego koleś ściągą do Anglii kobietę z dziećmi, jeżeli i tak nie ma zamiaru z nią być, bo przecież ma INNĄ?

Odpowiedź jest prosta. DZIECI. Chce mieć koło siebie jak najwięcej swoich dzieci. Mężczyzna najwidoczniej lubi zostawiać po sobie pamiątki na całym świecie, ponieważ przed 30-dziestką, dorobił się aż siedmiorga pociech. Na Bermudach ma dwoje, w USA jedno, w Londynie kolejne i to z Polką, z czego jedno z obecną partnerką i dwoje z naszą bohaterką. Z całej siódemki, czworo przebywa obecnie w UK.

Oczywiście możemy darować sobie komentarze, jakim babiarzem jest ON i jak naiwna jest ONA, bo przecież powinna się zorientować. Nie ma się co rozczulać. Kluczowym tematem tej opowieści jest fakt, iż Aisza przyjechała do Anglii z dwójką dzieci, z którą od trzech miesięcy, wykluczając pierwsze dwa tygodnie, się nie widziała.

W Anglii sytuacja jest dość prosta. Mamy dwoje rodziców. Jedno pracujące, płacące podatki, mieszkające w kraju już od jakiegoś czasu, a drugie z dziećmi, bez angielskiej historii, bez pieniędzy, bez mieszkania i bez pracy. Sytuacja jest bardzo prosta. Skoro matka jest w przysłowiowej czarnej dupie, a ojciec chce zajmować się dziećmi, to zabierzemy dzieci matce. W takim wypadku, nie będziemy musieli już za nią płacić pokoju, bo nie będzie miała ze sobą dzieci, a jako osoba samotna, która dopiero co przyjechała,  pokój nie przysługuje, bo jej się nie należy. Pójdzie do organizacji charytatywnych, to jej pobyt w hostelu opłacą.

I tak w ten oto prosty, logiczny sposób, dzieci zostały jej odebrane. Ojciec zmienił numer telefonu i nie pozwala się jej z nimi widywać. Social Services specjalnie nie garną się do pomocy, bo przecież dzieciom się krzywda nie dzieje, a matka to w sumie dopiero co przyjechała, Brytyjką nie jest i na razie nie będziemy sobie nią zawracać głowy i organizować jej widzeń.

No to, co było dalej? Dalej Aisza postanowiła znaleźć pracę. Jak sama twierdziła, gdziekolwiek. Potem znaleźć mieszkanie i odzyskać dzieci. Niestety ludzki brak myślenia niekiedy wyprowadza mnie z równowagi. Trzy tygodnie siedziała i niczego nie znalazła, a jak sama jeszcze twierdziła, ma wykształcenie i COŚ TAM w marketingu działała. W ostateczności skończyła jako sprzedawca, chodząc od drzwi do drzwi, wciskając ludziom jakieś produkty. Po dwóch tygodniach ją zwolnili, bo się popłakała przy jakimś kliencie, zdając sobie sprawę, że naciąga biednych ludzi, na rzeczy których nie potrzebują. Nie wypłacili jej pieniędzy, bo musiałaby przepracować co najmniej sześć tygodni, by otrzymać w ogóle jakieś wynagrodzenie. Sfrustrowana, spakowała się i wyjechała do innego miasta, bo jak się okazało, ma w Anglii brata, ale wolała być bezdomna. Koniec historii, dzieci nie odzyskała, bo nie tędy droga.

Nie wiem co sobie myślą obcokrajowcy na temat Anglii, ale jedno wam powiem — to nie jest kraj miodem i mlekiem i płynący. Obcokrajowiec bez naprawdę porządnych kwalifikacji, nie ma co liczyć na dobrą pracę w zawodzie. W większości przypadków nikogo nie obchodzi twoje doświadczenie z twojego kraju, bo liczy się praca w Anglii, bo w danym momencie żyjesz w Anglii, a nie w Polsce czy na Bermudach. Kiedy Anglicy mają zatrudnić mniej wykwalifikowanego Anglika a kogoś, kto ma doświadczenie, ale dopiero co przyjechał i nawet nie ma adresu, to uwierzcie mi, że wybór jest prosty. Chciałam jej pomóc, doradzałam, mówiłam, jeśli chcesz jakąkolwiek pracę od razu, to dam ci namiary na miejsca, gdzie przyjmują wszystkich. Magazyny, kawiarnie, restauracje, przyjęłyby ją z otwartymi ramionami, ale nie, bo przecież ona ma wykształcenie i doświadczenie i ona będzie przez Indeed’a tylko szukać i na pewno znajdzie. HOLA, HOLA! Witamy na emigracji, tutaj dobra praca nie spada od razu z nieba. Mniejsza o to, kim ja jestem, żeby jej doradzać, przecież w sumie to: Ja tu tylko sprzątam! :D:D:D:D

Wiem, sytuacja, jaka ją spotkała nie jest najlepsza. Ale wiecie co, może ją w życiu czegoś nauczy. Że jak się naprawdę chce mieć dzieci, to trzeba o nie walczyć, a nie tylko stwarzać pozory, że się walczy. Wierzę, że w życiu nic nie dzieje się bez powodu, jeżeli odzyska dzieci, to zdecydowanie odniesie zwycięstwo i tego jej życzę.

Wam z kolei, a zwłaszcza tym którzy są w podobnej sytuacji co ona i chcieliby przyjechać z dziećmi do swojego partnera czy partnerki, który mieszka za granicą, radzę się nad tym porządnie zastanowić, a raczej zabezpieczyć, tak na wszelki wypadek.

Jeśli jesteście ciekawi historii jakie poznaje w schronisku, to zapraszam do śledzenia mnie na FB  i na Instagramie.

Powiązane wpisy