JAK WYGLĄDA PRACA NA KUCHNI W ANGLII?

kuchnia anglia

Nie jestem kucharzem ani z pasji, ani z zawodu. Co więcej, prawdopodobnie nigdy nie będę. O pracy na kuchni w Polsce wiem tyle, co z opowieści brata. Wiem za to, jak wygląda praca na kuchni w Anglii. Rok pracy w trzech miejscach dał mi dość szeroki pogląd i to właśnie o tym chcę wam dzisiaj opowiedzieć.

Na początku wydawało mi się, że skoro to Anglia, to serwuje się tutaj bardzo dobrej jakości jedzenie, robione przede wszystkim na miejscu. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, iż określenie kucharz, w większości nie ma tutaj racji bytu. Co więcej, w ogóle nie równa się temu, co mamy w Polsce. Oczywiście z pewnością są restauracje, w których występuje prawdziwe gotowanie, choćby u Gordona Ramsaya, ale jeśli mówimy o typowo angielskiej kuchni, to więcej tu odgrzewania niż rzeczywistego gotowania.

Moje doświadczenie pochodzi z 3 różnych od siebie miejsc. Pierwsze to hotel połączony z restauracją i pubem należący do prywaciarzy, drugie to Steakhouse serwujący dania dla angielskiej elity (sieciówka) a trzecie to tani Carvery– restauracja, w której na oczach klientów, krojone jest pieczone mięso, podawane z różną ilością dodatków np. z warzywami (sieciówka).

Wszystkie te miejsca mają jedną i najważniejszą cechę wspólną – mikrofalówki!

Czy to mowa o podrzędnej restauracji, czy luksusowym Steakhousie danie, które z takim apatytem niektórzy zjadają, zostało wcześniej rozmrożone przez „kucharza”, a następnie podgrzane w mikrofali, by potem wylądować na czyimś talerzu. W taki sposób przygotowywane jest wszystko z wyjątkiem mięsa, chociaż zdarzyło mi się rozmrażać mielonkę lub gotowane piersi kurczaka, ponieważ produkty te nie należały do towaru, który szybko schodził. Oprócz tego, wszelkiego rodzaju ciasta, chleby tostowe, wrapy, bagietki, gotowe sosy, ryby, krewetki, kraby, gotowe dania typu: lasagna, gotowany ryż, wszystkiego rodzaju pie (placki z ciasta ze słodkim lub słonym nadzieniem) wszystkie produkty smażone na głębokim tłuszczu, takie jak krążki cebulowe czy kawałki kurczaka w panierce, wszystko to jest mrożone. W jednym z tych miejsc mrożono nawet warzywa.

O ile w niektórych przypadkach mrożenie jest w porządku, o tyle w innych wyrządzi więcej szkody niż pożytku. Głównie chodzi o to, że idąc do restauracji, oczekujemy świeżego, zrobionego tego samego dnia, jedzenia. W zamian dostajemy gotowe danie, które równie dobrze moglibyśmy sobie wybrać z lodówki, w supermarkecie.

Bez smaku

Oprócz tego, że prawie wszystko jest odgrzewane, to dodatkowo nie ma smaku. Nie wiem kto to robi, ale jestem pewna, że wasze doświadczenie w angielskiej kuchni, zwłaszcza w tych podrzędnych miejscach, nie należałoby do najlepszych.

Brud

Moim najgorszym doświadczeniem, było zdecydowanie moje pierwsze miejsce pracy. Jeszcze takiego syfu to nie widziałam nigdzie indziej. Swojego czasu miejsce to, jak dla mnie klasyfikowało się do zamknięcia, a to wszystko przez złą organizację, ciągły brak kitchen managera, a także nagminną rotację ludzi. Wracając do brudu to możecie sobie wyobrazić kuchnię, w której jest non-stop ruch, przez co się szybko brudzi. Jeżeli nie sprząta się na bieżąco, zwłaszcza pod meblami, to powstaje co najmniej dwu-centymetrowa warstwa brudu. Pamiętam jak kiedyś, postawiłam sobie za cel umycie podłogi w lodówce – to był błąd. Para, jaka unosiła się z wody śmierdziała niczym zgniłe jaja. Oczywiście syf nie ograniczał się tylko do podłogi. To jak wyglądały frytkownice. to już inna bajka. Pamiętam jak nie kiedy olej nie był zmieniany przez 1,5 tygodnia tylko dlatego, że ktoś zapomniał go zamówić. Naprawdę trudno jest mi opisać tamto miejsce — to trzeba było zobaczyć.

Czystość

W kolejnych dwóch nie można było powiedzieć słowa co do sprawy czystości, bo chyba w tej kwestii byli lepsi niż te ich całe jedzenie. Natomiast to już wiąże się z faktem, iż w dużych firmach, często robione są kontrole, co zmusza osoby zarządzające restauracją do trzymania w nich porządku.

Gotowanie

Kolejną kwestią jest już te bardziej prawdziwe gotowanie. Ogranicza się one do krojenia czy gotowania na parze warzyw, robienia pizzy oczywiście z mrożonego ciasta czy pieczenia chleba z gotowego proszku, do którego dolewa się wody, a także do obsługiwania bardzo popularnego w Anglii grilla, na którym smaży się głównie steki czy burgery. Niekiedy też gotowaliśmy makaron czy robiliśmy sami frytki. Także gotowanie sprowadza się do banalnych rzeczy, no może z wyjątkiem steków – bo je naprawdę trzeba umieć zrobić.

Pamiętam też sytuacje gdzie Anglik chwalił się tym jaką zrobił zupę. Niech was to nie zwiedzie, ponieważ jego zupa polegała na wlaniu do garnka puszki krojonych pomidorów, dodania do niej bazylii i zblendowania mikserem. Pyszna dwuskładnikowa zupa, bez wywaru czy chociażby soli. Sól to w ogóle składnik moim zdaniem omijany z daleka. O ile w Steakhousie, używało się soli do doprawiania steków, o tyle w pierwszym miejscu, wszystko było grillowane bez żadnych dodatków.

Fast-food, nie restauracja

Praca na kuchni w Anglii to trochę jak praca w fast-foodzie. Musicie być szybcy, bo ludzi jest od groma, ale nie koniecznie musicie umieć gotować. Dlatego, jeżeli liczycie na wielką karierę jako kucharze w Anglii, to dokładnie sprawdźcie, czy w miejscu, w których chcecie pracować, naprawdę się gotuje, czy w 75% tylko odgrzewa. Mogę się też założyć że większość angielskich pubów czy knajp, funkcjonuje w identyczny sposób. Kulinarnych doznań raczej nie doświadczycie.

Ciągły brak ludzi

Ostatnią już kwestią jest prawdopodobnie brak organizacji i brak ludzi do pracy. I tu już mowa o wszystkich miejscach. Bardzo trudno jest znaleźć kogoś, kto jest w stanie pracować szybko i wydajnie. Ludzi przeraża tempo pracy, gorąc, jaki panuje w lato, a także fakt, że trzeba być uważnym i skupionym przez cały czas. Dodatkowo to cholernie ciężka praca, która naprawdę daję się we znaki. Na mojej ostatniej kuchni nie było dnia, by nie pytano mnie, czy wezmę nadgodziny lub, czy przyjdę w mój wolny dzień do pracy, ponieważ nie było komu pracować. Oczywiście to się wiążę z kolejnym problemem, bo gdy nie ma ludzi o pracy, to atmosfera staje się jeszcze bardziej napięta i ludzie zaczynają odchodzić.

Naprawdę wierzcie mi działy się cyrki. Pamiętam sytuacje, gdzie nie było praktycznie nikogo do pracy a dodatkowo, dwie osoby zostały zawieszone na dwa tygodnie, ponieważ jedna z Angielek doniosła na dwóch kucharzy, że rzekomo w rozmowie używali podtekstów seksualnych, w jej kierunku. Co najlepsze jeszcze im za to zawieszenie zapłacono! Żeby było lepiej, po tych dwóch tygodniach, jedna z tych osób przyniosła zwolnienie od lekarza na miesiąc, a druga na dwa, podając powód, że są zestresowani w pracy.  Taaak! W Anglii można iść na płatne chorobowe z powodu złego stanu psychicznego!

Po roku pracy na kuchni moja obecna praca w magazynie, który tak przeklinałam to, jak raj na ziemi. Zero stresu, nikt ci nie suszy głowy nadgodzinami, zdecydowanie lepiej płacą a do tego pracujesz jak człowiek po 8 godzin, a nie po 14-15. Bo na kuchni nie ma się życia – możecie zapomnieć o wolnych popołudniach, świętach czy weekendach.

Są jeszcze nieco inne kwestie, o których już tylko słyszałam, jak np. nie podpisywanie umów z pracownikami restauracji, a potem niewypłacanie wynagrodzeń. Niestety to już jest sprawa indywidualna. To nie Polska, tutaj na czarno się nie robi.

Koniec

To wszystko na dzisiaj, mam nadzieję, że dobrze się ze mną bawiliście. Zapraszam do obejrzenia zakładki Życie w Anglii po więcej podobnych informacji, a także do śledzenia mnie na Instagramie i FB.

A jakie są wasze doświadczenia w angielskiej kuchni? – Zapraszam do komentowania 🙂