JAK ZMIENIA SIĘ JĘZYK POLAKA NA EMIGRACJI?

jak zmienia sie jezyka polaka na emigracji

Jeszcze kilka lat temu, zanim przyjechałam do Anglii, z irytacją przyglądałam się dwóm dziewczynom w salonie piękności, które siedząc w fotelach, rozmawiały ze sobą wtrącając angielskie słówka. Wtedy myślałam: ,,Za kogo one się uważają? Udają, że nie znają polskiego? To niby taka forma pokazania się? Dwie paniusie, które mają pieniądze, żeby robić sobie pedicure za 200 zł, a do tego zachowują się jak Joanna Krupa?”

Jest mi naprawdę wstyd za moją ocenę. Bo czy była trafna, czy nie, nie wzięłam pod uwagę, że może to było dla nich bardziej naturalne niż mi się wtedy wydawało. Teraz już mnie nie dziwi ich postawa, ponieważ u mnie wygląda to identycznie. I nie chodzi mi tu o pedicure a o fakt, że odkąd mieszkam w Anglii, w moim słowniku pojawiło się całe mnóstwo zapożyczeń z języka angielskiego. Nie tylko u mnie. Zjawisko to dotyka każdego Polaka, który mieszka za granicą i siłą rzeczy w jakimś stopniu porozumiewa się w obcym języku.

Teraz gdy rozmawiam np. z moim chłopakiem czy znajomymi, którzy mieszkają w Anglii, to bez żadnego oporu wplatam angielskie słowa w rozmowę, ponieważ wiem, że zostanę zrozumiana. Sytuacja się nieco komplikuje, kiedy rozmawiam np. z rodzicami lub odwiedzam Polskę. Wtedy naprawdę muszę się niekiedy wysilać, by używać tylko polskich odpowiedników. Jak już się zapomnę to pojawia się wielkie zdziwienie ze strony moich odbiorców, ponieważ czasami nikt nie wie, o co mi chodzi.

Tak to jest, kiedy się mieszka za granicą. Język polski nabiera nieco innego wymiaru. O tych zamiennikach językowych, jako ciekawostkę chciałabym wam dzisiaj opowiedzieć, a raczej przytoczyć przykłady. Jeśli ktoś ma dodatkowe przykłady z emigracji bez względu na to, gdzie jest, zapraszam do komentowania.

Najpopularniejsze zapożyczenia pochodzą przede wszystkim z pracy, niektóre są bardzo powszechne a inne nadają się tylko do konkretnie wykonywanej pracy. Do powszechnych zapożyczeń zaliczamy takie słowa jak: HOLIDAY, SICK, DAY OFF, BRIEF, REQUEST, CLOCK, SHIFT, CANTEEN, STAFF ROOM, ROUTE. Spolszczonych wyrazów nie ma w polskim słowniku ale zapisałam je w takiej postaci, żebyście wiedzieli jak je wypowiadamy czy odmieniamy. Z góry uprzedzam, że ktoś może powiedzieć przecież np. SALMON (łosoś) po angielsku nie wymawia się tak jak się słyszy i jak najbardziej się z tym zgodzę. Natomiast po polsku, lepiej brzmi powiedzieć SALMON niż /’saemn/. Oto przykłady użycia:

  • A: Kiedy Jola wraca z holideja? (od HOLIDAY: wakacje, urlop)
  •  A: Czemu nie było cię w pracy? B: Wzięłam sika (od SICK: chory, w angielskim tzw. sick to jedna z opcji, która pozwala wam nie przyjść do pracy z powodu choroby)
  • A: Mam dzisiaj ofa (od DAY OFF: dzień wolny. Kiedy rozmawiamy z Polakiem to użyjemy tylko drugiej części wyrażenia, czyli OFF ponieważ w angielskim można powiedzieć: I am off – Mam wolne)
  •  A: W czwartki mamy brifa o 11. (od BRIEF: krótkie spotkanie, na którym są omawiane np. wydarzenia z firmy)
  •  A: Złożyłam rikuesta o holideja (od REQUEST: prośba)
  • A: Idę się odklokować (od CLOCK: zegar. W większych angielskich firmach gdzie pracuje dużo ludzi używa się tzw. clockerów czyli zegarów. Przykłada się dłoń do skanera i on czytając wasze odciski palców, wbija do systemu godzinę waszego przyjścia lub wyjścia z pracy. Jeżeli ktoś mówi, że idzie się odklokować tzw. że idzie się odbić na zegarze).
  •  A: Są już pejslipy? (od PAYSLIP: odcinek wypłaty, który pokazuje ile godzin w danym tygodniu czy miesiącu przepracowaliście. Ile zabrali wam podatku czy ile wypracowaliście sobie urlopu)
  •  A: Na jakich sziftach robisz? (od SHIFT: zmiana, chodzi tutaj o zmiany w pracy np. dzienna czy nocna)
  •  A: Musisz sobie kupić sejfciaki. (od SAFETY SHOES: buty z blachą wymagane do pracy m.in. w magazynach)
  •  A: Gdzie pracujesz? B: W werhałzie (od: WAREHOUSE: magazyn)
  • A: Zostajesz na ołwertajmy? (od: OVERTIMES: nadgodziny)
  •  A: Co robisz w pracy? B: Pikuje (od: PICK: zbierać. Jeśli ktoś pikuje tzn. że zbiera jakieś rzeczy do zamówienia z danych lokacji)
  •  A: Jestem na kantynie. (od CANTEEN: stołówka)
  •  A: Jest już nowa rota? (od ROUTE: rozpiska pracy na dany tydzień czy miesiąc)
  •  A: Jestem w stafrumie. (od STAFFROOM: pokój dla pracowników)
  •  A: Gdzie masz vesta? (od HIGH VISIBILITY VEST: kamizelka odblaskowa)
  • A: Bardzo bizi dzisiaj? (od BUSY: zajęty, pracowity, najczęściej używa się tego w pracy, w znaczeniu, czy jest dużo pracy. W mojej poprzedniej pracy mówiło się: Bizi w chuj!)

Do bardziej zawodowego słownictwa, podam wam przykłady z mojej wcześniejszej pracy na kuchni. Kiedy tam pracowałam bardzo trudno było mi na początku wytłumaczyć mojej znajomej, która była Polką co ma mi przynieść lub podać i tak np:

  •  Możesz mi przynieść: pis (od PEAS: groszek), bins (od BAKE BEANS: fasola w sosie pomidorowym, jeden z angielskich przysmaków), scampi (rodzaj homarów w panierce), onion ringsy (od ONION RINGS: krążki cebulowe), sosydze (od SAUSAGES: kiełbaski), coda (od COD: dorsz), salmona (od SALMON: łosoś), masz (od: MASH POTATOES: tłuczone ziemniaki), lobstera (od LOBSTER: homar), garlic bred (od GARLIC BREAD: chleb czosnkowy) i wiele innych nazw m.in. związanych z jedzeniem.
  •  Podasz mi ramekiny? (od RAMEKINS: takie malutkie naczynia na sosy) czy lazania diszysz (od LAZAGNA DISHES: naczynia na lazanie)

Do innych powszechnie używanych zwrotów, których używa się m.in. w moim otoczeniu, należą np:

  •  A: Widzimy się na interczendzu. (od: INTERCHANGE: wymiana. Tutaj często mówi się tak na dworce autobusowe)
  •  A: Mieszkam we flacie. (od FLAT: mieszkanie)
  • A: Najlepsze mitingi są we flacie numer 5. ( od MEETING: przyjęło się, że wśród naszych domowników, na spotkania towarzyskie mówi się miting. Można powiedzieć, że to taki nasz kod, którego przyjezdni znajomi z początku nie łapią)
  •  A: Gajs zaczekajcie. (od GUYS: tak się mówi na jakichś ludzi czy znajomych)
  •  A: Mam zły taks kod. (od: TAX CODE: kod podatkowy)
  •  A: Jaki jest twój post kod. (od POST CODE: kod pocztowy)
  • A: Będzie mi potrzebny twój inszurens. ( od NATIONAL INSURANCE NUMBER: coś w rodzaju numeru NIP w Polsce. Pisałam o tym więcej tutaj )
  •  A: Jeśli chcesz iść do lekarz to musisz zarejestrować się najpierw u dzipi. (od GP: lekarz pierwszego kontaktu)
  • A: Zadzwoń do reweniu, jeśli chcesz, żeby zmienili ci taks. (od THE REVENUE: urząd skarbowy w Anglii)
  • A: Jeśli miałeś wypadek to najlepiej jedź od razu na emerdzensy. (od EMERGENCY: ostry dyżur)

Zapewne znalazłoby się o wiele więcej przykładów ale na chwilę obecną już nic nie przychodzi mi do głowy. Faktem jest, że najwięcej zapożyczeń bierze się przede wszystkim z pracy, ze wszelkiej dokumentacji, jaką dostajemy, z instytucji do których się udajemy, a także z unikalnych nazw charakterystycznych tylko dla danego kraju, jak np. NATIONAL INSURANCE NUMBER. Bo mieszkając na emigracji nieuniknionym jest nie mieć styczności z językiem angielskim. Im więcej się obcuje z kulturą, tym więcej słów przenika do twojego ojczystego języka.

Mam nadzieję, że podobał wam się ten wpis. Zapraszam do polubienia mnie na FB i śledzenia na Instagramie. Jak zwykle zachęcam do dyskusji. Jakie są wasze językowe zapożyczenia?

Powiązane wpisy