KONIN, LICHEŃ, WIELKOPOLSKA – KRÓTKI PRZEWODNIK

licheń stary bazylika

Konin, niewielkie i do tego dość stare miasto w województwie wielkopolskim, które przez dwa dni, dostarczyło mi więcej wrażeń niż mój tygodniowy pobyt w Polsce. Maria, moja wspaniała przewodniczka, którą mogliście poznać podczas naszej podróży na Maderę, zadbała o to, by mój pobyt był pełen wrażeń. Zapraszam was na krótki przewodnik po wielkopolskich atrakcjach!

Konin

Miasto podzielone jest na dwie części i oddzielone rzeką Wartą. Po jednej stronie znajduję się Stare Miasto, które w marcu świeciło pustkami, a po drugiej witamy PRL – co za tym idzie wielką płytę, obfitującą w ulicznych przechodniów.

konin street art
Odrobina Street Artu
konin street art
Koniński Street Art

Samo stare miasto może nie powala, ale można znaleźć tam architektoniczne perełki z olbrzymim potencjałem. Niestety popadają one w ruinę, a pewnie z czasem ulegną wyburzeniu. Ilekroć widzę takie miejsca, to robi mi się przykro, ponieważ nasza historia idzie w zapomnienie, a to tylko dlatego, że inwestycja w takie obiekty jest prawdopodobnie nieopłacalna.

Konińskie perełki #konin #polska #poland #nasprzedaż #staredomy

Post udostępniony przez Emilia Czarnota (@life_myjourney)

Ze starego miasta można udać się do Parku im. F. Chopina, w którym rozrywki dostarczą wam zwierzaki. Zoo to to nie jest, ale zawsze to jakaś rozrywka. Na koniec zostają rzeczne bulwary i to by było na tyle z oglądania miasta.

konin park chopina

Licheń Stary

O wiele ciekawszą atrakcją i jakże pustą, zwłaszcza w tygodniu, jest pobliska Bazylika Najświętszej Marii Panny w Licheniu Starym.

Bazylika w Licheniu to położone nad Jeziorem Licheńskim, miejsce objawień Maryjnych z 1813 r. a także w latach 1850-1852. Więcej na temat samych objawień odsyłam tutaj.

Z tego powodu, miejsce te jest odwiedzane przez około półtora miliona pielgrzymów i turystów rocznie, co świetnie wpływa na turystykę w regionie. Podziękujmy za to Matce Boskiej! Jak się też możecie domyślać, taka ilość turystów kojarzy się z dzikimi tłumami ludzi. Nic bardziej mylnego. Podczas naszej marcowej wizyty, miejsce było wręcz wymarłe. Oprócz nas i modlącego się przy ołtarzu mężczyzny, nie było nikogo innego. Mogliśmy w spokoju delektować się ciszą tego miejsca oraz zachodem słońca. Niestety, nie udało nam się wejść na wieżę widokową, ponieważ była już zamknięta. Więcej info o Licheniu możecie zaczerpnąć bezpośrednio ze strony: http://www.lichen.pl/

Jak widać, bez tłumów turystów da się zwiedzić nawet te najbardziej oblegane miejsca.

licheń stary bazylika
Licheń Stary – Bazylika
golgota licheń
Golgota – Licheń Stary

Jezioro Pątnowskie

Ze spokojnymi umysłami ruszyliśmy szybko nad Jezioro Pątnowskie (przez lokalsów nazwane Turkusowym), by podziwiać zachodzące słońce. Niestety, jak się człowiek nastawia to potem nic z tego nie wychodzi i tak też było w tym przypadku. Goniliśmy słońce i w ostateczności gdzieś się nam zgubiło za chmurami. Trafiliśmy na zachód już bez słońca, ale i tak było ładnie, zresztą zobaczcie sami. Woda przezroczysta. Gdyby było lato to, kto wie może nawet byśmy się tam wykąpali.

Jezioro Pątnowskie
Jezioro Pątnowskie

Elektrownia Pątnów

Ostatnim punktem dnia, było podziwianie elektrowni Pątnów, przez lokalsów nazwanej Titanic. Wiem, że atrakcje są dość nietypowe, ale uwierzcie mi, czasami te nietypowe miejsca są najciekawsze. Elektrownia, pełna świateł po zmroku, to jak balsam dla duszy.

Na drugi dzień było już bardziej spokojnie i bardziej nieprzyjemnie. Przed samym południem, postanowiłyśmy wejść do lokalnego second-handu w nadziei, że może uda nam się wyhaczyć coś interesującego. Na wejściu, zostałyśmy zrugane przez panią sprzedającą, za nie zamknięcie drzwi. Jak się możecie domyślać, w tym samym momencie odechciało nam się szperać. Oczywiście na swoją obronę mogę powiedzieć tyle: myślałam, że te drzwi się same za mną zamkną tak, jak większość drzwi w budynkach użyteczności publicznej. Pomyliłam się. Ilekroć zdarza mi się taka sytuacja, a zdarza się tylko w Polsce, to nie mogę się nadziwić jak nieprzyjemną mamy obsługę klienta w tym kraju. Już zdążyłam się przyzwyczaić, że w Anglii obsługa klienta jest na tak wysokim poziomie, że możesz rzygać tą słodyczą, ale przynajmniej jesteś zadowolony, bo ludzie traktują cię z szacunkiem.

Po tym incydencie trafiłyśmy do przeuroczej kawiarni KawkaKarafka, którą zdecydowanie wszystkim przejezdnym polecam. Perełka na mapie Konina. Tym razem już pilnowałam się z drzwiami, tak w razie co.

Latte z syropem waniliowym :)
Latte z syropem waniliowym 🙂

Popołudnie spędzone na głębokich rozmowach o książkach i o życiu skończyło się dobrym obiadem i odprowadzeniem mnie przez moich gospodarzy na stacje PKP, skąd odjeżdżał pociąg do Warszawy. Na samym dworcu, nie mogło zabraknąć kolejnego braku profesjonalizmu ze strony kolejowego personelu. Odmówiono mi sprzedaży biletu, bo była przerwa. A na moje stwierdzenie, że zaraz odjedzie mi pociąg usłyszałam tylko: ,,Proszę czekać albo kupić u konduktora.”

Na szczęście Koleje Wielkopolskie mają już biletomaty w pociągach. Dzięki Bogu!

Od przepłacenia za bilet i tak się nie wywinęłam. Biegłam na moją przesiadkę w Kutnie i nie miałam czasu go kupić. Siadam sobie z uprzejmym państwem w przedziale, po czym przychodzi konduktor i mówi: ,,45 zł”. Jest to już o ponad 10 zł więcej niż normalnie. Daje mu 50 zł, a on czy może mi wydać 2 zł zamiast 5 zł, bo nie ma drobnych. Moja irytacja sięga zenitu i mówię, że nie. Poproszę całą resztę.

,,Nie mam wydać!” To przecież takie polskie. Ilekroć idę do sklepu w Polsce słyszę: ,,A może być bez grosika?”, ,,A może być bez dwóch?”, ,,Nie wydam Pani, niech Pani pójdzie rozmienić”. Co za brak profesjonalizmu. To ja tu jestem klientem czy konduktor?

Oczywiście widząc moje niezadowolenie, konduktor stwierdził, że pochodzi po pociągu i znajdzie mi tę resztę, robiąc przy tym wielką łaskę jakby to była moja wina. W tym miejscu muszę podziękować mojemu znajomemu Pawłowi, który polecił mi tą świetną aplikację Sky Cash, gdzie można kupować bilety na pociąg online, bez potrzeby drukowania!

Na sam koniec dnia, usłyszałam jeszcze historię życia Państwa, które ze mną podróżowało. Małżeństwo z ponad 40-letnim stażem, które postanowiło wynieść się z Warszawy i kupić domek, gdzieś na wsi koło Szczecina. Cudownie się na nich patrzyło jak się nawzajem przekomarzali dążąc się jednocześnie miłością i szacunkiem. Nie obeszło się bez narzekania jakie to mają niskie emerytury, jak to państwo ich okradło i jak to mohery popierają rydzyka, który tylko obiecuje gruszki na wierzbie. Bardzo rozsądne małżeństwo! Wisienką na torcie było wymkniecie się starszej Pani z długim blond warkoczem do kibelka, żeby zapalić papierosa. Mina konduktora, który przyłapuje siedemdziesięciolatkę na paleniu papierosów w toalecie, musiała być bezcenna.

warszawa
Centrum Warszawy – widok na Żagiel i Złote Tarasy

W takich okolicznościach pożegnałam młodych duchem państwa i udałam się na spoczynek do domu rodziców 🙂

Do Konina z pewnością jeszcze wrócę, po więcej jezior i zachodów. Teraz to już muszę 🙂

Po więcej podróżniczych wrażeń zapraszam tutaj.

Powiązane wpisy