NAJWIĘKSZE PORAŻKI I SUKCESY 2018 R. – MOJE PODSUMOWANIE

podsumowanie roku 2018

Ile czasu poświęciłeś w tym roku na analizę roku 2018? Z początkiem roku 2019, każdy z nowym optymizmem zacznie planować nowe cele, zapominając o tym, ile to razy już wyznaczał je wcześniej. Może to jest nasz zasadniczy błąd. Planujemy przyszłość, nie ucząc się z przeszłości. Z psychologicznego punktu widzenia wiele ludzi nie wyciąga wniosków, bo nie leży to w ich naturze. Cała reszta jest albo nieświadoma, albo zbyt leniwa, by o poprzednim roku pomyśleć. Jakby nie patrzeć mowa tu o 365 dniach. Ciężko sobie przypomnieć co dokładnie robiło się każdego dnia, gdy nie prowadzi się dziennika lub nie robi się żadnych zdjęć.

O podsumowaniu roku na blogu myślę już od kilku dni. Mimo że wiele kwestii, które wydarzyły się w 2018 zapisałam lub utrwaliłam na zdjęciach to i tak stosunkowo trudno jest mi sobie wszystko przypomnieć. Na zdjęciach nie ma chwil smutku czy bólu. Nie często jakiś bloger, youtuber, czy ktokolwiek inny publikuje jak mu było ciężko w poprzednim roku.

Nie chciałam robić kolejnego podsumowania jak wszyscy, które składałoby się z samym pozytywnych rzeczy, bo byłoby to zakrzywienie rzeczywistości. Wiele osób nie ma problemu z takimi podsumowaniami, ja uważam, że może to wpędzać innych w depresję, ponieważ żadne życie nie jest usłane różami i tak naprawdę nikogo nie obchodzi na ilu zajebistych wakacjach byłeś, ile zarobiłeś, kogo poznałeś i jak Ci było dobrze. Jestem za tym, by sprzedawać ludziom prawdę, jaka by ona nie była. Jeżeli chcesz pisać, że twój rok by najgorszym w twoim życiu to, czemu nie. Lepsza taka prawda niż podkoloryzowana rzeczywistość.

Mój rok, mimo że należał do jednych z najlepszych, jakie od długiego czasu pamiętam to nie obyło się bez poważnych kryzysów. Zapraszam was na moje podsumowanie 2018 roku. Od razu zaznaczam, że jest dość długie dlatego lepiej się wygodnie rozsiąść i zrobić sobie kawę.

Styczeń

Rok 2018 zaczął się dla mnie tragicznie. Tragicznie, ponieważ mój związek był na granicy rozpadu. Teraz wszystko jest w jak najlepszym porządku, ale odbudowywanie wszystkiego zajęło ponad 6 miesięcy.

Wracając do początku stycznia, przytłoczona wszystkim, co się wokół mnie działo postanowiłam przemyśleć życie i wyjechać w podróż. Pojechałam do Hiszpanii a konkretnie do Malagi. Moja relacja została opisana na blogu i znajdziecie ją tutaj, ale szczerze mówiąc nic w niej nie ma. W tamtym czasie mój styl pisania nie był do końca przemyślany. Opisywałam tylko suche fakty, które z reguły nikogo nie obchodzą.

W Maladze odnalazłam się bardzo dobrze, spędziłam czas w przeuroczym hostelu, poznałam bardzo ciekawych ludzi, którzy myślałam odpowiedzieli na wszystkie nurtujące mnie pytania. To nie prawda. Dla człowieka, który jest jak emocjonalna chorągiewka, wszystko będzie brzmieć logicznie i z sensem.

W Hiszpanii po raz pierwszy spróbowałam swoich sił z kamerą. Jak teraz patrzę na te nagrania to trochę krew mnie zalewa. Nie wygląda to najlepiej, ale przecież od czegoś trzeba było zacząć. Ciesze się, że się wtedy przełamałam. Dzięki temu mam teraz co wspominać.

Andaluzja okazała się bardzo ciekawym regionem. Moim osobistym MUST SEE w Andaluzji okazał się wąwóz El Caminito del Ray, który można wpisać na listę najpiękniejszych miejsc do zobaczenia w Europie. Wszystkie inne były równie piękne, ale nie na tyle, by się nimi przez długi czas zachwycać.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

#caminitodelray #niezapomnianechwile #spain #andaluzja #hiszpania #nature #naturelovers #besttrailsever #trail #naszlaku

Post udostępniony przez Emilia Cz (@life_myjourney)

To w Hiszpanii też znalazł mnie taniec. Tam z uśmiechem na twarzy w najlepsze bawiłam się w klubie Theatro bacznie obserwując jak inni tańczą w rytm salsy. Wtedy uświadomiłam sobie, że taniec już zawsze będzie obecny w moim życiu i nie pozostaje mi nic innego jak tylko ruszyć na zajęcia.


Pomimo bardzo udanych wakacji, w Maladze dopadło mnie zapalenie pęcherza, które znacząco utrudniało mi życie, ale jak widać po wszystkich zdjęciach, nikt nawet nie będzie podejrzewał, że coś było ze mną nie tak.

Ostatnim najważniejszym wydarzeniem w Hiszpanii była moja inwestycja w kryptowaluty. Teraz do mnie dociera jak wiele o tym wyjeździe nie napisałam :D:D W hostelu poznałam Gorana, szwajcarskiego bankowca, który to wzbogacił się na kryptowalutach. Rzeczywiście w styczniu 2018 r. bitcoin był na szczycie szczytów. Po kilku dniach słuchania jak to mogę zarobić i jaką to bitcoin ma przyszłość postanowiłam, że zainwestuje no bo i tak mam oszczędności. Musiał być naprawdę przekonywujący, bo jestem ostatnią osobą, jeśli chodzi o wydawanie pieniędzy. Zainwestowałam £500 w ICONA, rzekome drugie ethereum. Przyszłość kryptowalut! Kupiłam 50 ICONÓW po 10$. Obecnie ICON wart jest 0,22$!. Cena zaczęła drastycznie spadać na dzień po tym, jak kupiłam ICONY. Wszystko zaczęło drastycznie spadać! Trzeba być mną, by mieć takiego pecha!

Moja lekcja z inwestycji kosztowała mnie £500. Może kiedyś się odbije. Na razie nieopłacalne jest wyciąganie jakiś marnych groszy. Od tamtej pory wiem, że nie należy inwestować w coś, o czym się nie ma zielonego pojęcia. Ludzie nie są wróżbitami i nie są w stanie do końca przewidzieć co wydarzy się na rynku.


Szczuplejsza o £500 wróciłam do Anglii. Zmiana klimatu ewidentnie mi nie służyła, bo przez tydzień leżałam w łóżku, z gorączką prawie 40°. Leki nie pomagały, musiałam brać zimne kąpiele, by zbić temperaturę. Nie wiem co to było, ale było silne i paskudne. Moja biedna siostra, która akurat przyjechała z Polski w odwiedziny nie miała ze mnie zbyt wielkiego pożytku.

Nie zdążyłam porządnie wyzdrowieć, a już byłam w drodze do Londynu. Razem z Arkiem, bratem i jego dziewczyną, odwiedziliśmy Studio Harrry’ego Pottera, zachwycając się przy tym wszystkimi rekwizytami i planami zdjęciowymi. Termin był rezerwowany wcześniej i nie wolno go było zmienić, bo później nie było wolnych terminów. £200 za 4 bilety na ulicy nie leży. W taki sposób spełniło się moje marzenie. Odwiedziłam uwielbiany przeze mnie świat Harry’ego z 38° gorączki :D:D Na zdjęciu poniżej możecie zaobserwować, że moje oczy są dość niewyraźne.

Luty

Luty okazał się przełomowym miesiącem w mojej ,,karierze fotograficznej” ponieważ to wtedy zaczęłam na poważnie myśleć o tym, by zostać fotografem. Aparat towarzyszy mi od zawsze. Uwielbiam uwieczniać momenty na zdjęciach dlatego z czasem stwierdziłam, że spróbuje swoich sił z ludźmi. Okazało się, że wychodzi mi to nie najgorzej. Odpaliłam fanpaga na FB pod nazwą Photo Journey with Emilia i zaczęłam robić zdjęcia. Od lutego zrobiłam całkiem sporo sesji, ucząc się przy tym bardzo wiele. Kiedyś napiszę o tym więcej jak mnie natchnie. Przygodę z fotografią portretową uważam za jeden z największych sukcesów 2018 roku. W 2019 trzeba to tylko przekuć w złoto.

W lutym nie zabrakło także jednej z moich większych porażek. O lekcji z naiwności, która kosztowała mnie kolejne £50 pisałam tutaj. Nie zostałam wtedy modelką i myślę, że już nie zostanę, a przynajmniej nie w tej agencji! 😀

Marzec

W marcu nadeszły poważne zmiany. Jak zmiany to i nowa fryzura. To wtedy zakończyłam swoją przygodę z długimi włosami. Obcięłam i przefarbowałam w nadziei, że wrócę do swojego starego koloru. Niestety wszystko się i tak sprało. By pozbyć się czerwieni, widziałam tylko jedno rozwiązanie, ściąć się na krótko, co też zrobiłam, ale o tym później.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Jak wam się podoba? #nowafryzura #anotherme #emerald #uk #england #polishgirl

Post udostępniony przez Emilia Cz (@life_myjourney)

Wraz z nowymi włosami przyszła nowa praca. Po dwóch miesiącach siedzenia w domu, z początkiem marca zaczęłam swoją prawie 8-miesięczną przygodę w schronisku dla bezdomnych. Tutaj nie ma się co rozpisywać, bo dość dokładnie opisałam swoje przygody w tamtym miejscu.

Ta praca dała mi coś, czego bardzo chciałam. CZAS. Pomimo moich męczarni miałam 4, a z czasem 5 dni wolnych w tygodniu. W 2018 po raz pierwszy mogę powiedzieć, że robiłam wszystko, by tego czasu nie marnować. Moje kreatywne życie wystrzeliło w kosmos, ponieważ znalazł się na to czas. Niektóre posty z bezdomnymi dalej czekają na publikacje. Teraz tylko czasu brak 😀

W schronisku przede wszystkim nauczyłam się asertywności, której tak mi brakowało, a także przezwyciężyłam swój strach, jeśli chodzi o rozmowy przez telefon po angielsku. O całej reszcie rzeczy, której się nauczyłam pisałam m.in. we wpisie pt. Czego nauczyli mnie ludzie bezdomni? Całą kategorię natomiast znajdziecie tutaj, o ile ta kwestia was interesuje.

W marcu też udałam się na tygodniowy pobyt do Polski, by świętować 1 urodziny mojego chrześniak, a także by spędzić 2 dni u mojej najdroższej Marii w Koninie. Tak jak nie pamiętam za bardzo co robiłam wtedy w Warszawie, tak 2 dni w Koninie zapamiętam na długo. Historia z mojego pobytu na Wielkopolsce została opisana, ale nie cieszyła się zbytnią popularnością, a naprawdę uważam, że wpis bardzo przyjemny.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Znowu razem 🔜 #Konin 🐎 #friends #odpampersòw #polishgirls #tourist 😍#Poland #mojapolska #bridge #namoscie

Post udostępniony przez Emilia Cz (@life_myjourney)

Kwiecień

Kwiecień to czas, w którym było bardzo dużo pozytywnych momentów, ale pamiętam stosunkowo niewiele. Za sprawą Moniki z bloga Bewildered Slavica kupiłam bilety na lot do Poznania i udałam się na mój pierwszy blogowy event — BLOG CONFERENCE POZNAŃ. Opisałam to wydarzenie i ponownie bardzo wiele się na nim nauczyłam. Na nowo zakochałam się w Polsce, a raczej w Poznaniu, który właśnie przechodził wiosenny rozkwit. Urocze zachody słońca, piękna natura i ponowne spotkanie z Marią, która z Konina do Poznania ma całkiem niedaleko. 

W kwietniu zaczęłam tęsknić za przyrodą, dlatego też pojawiły się pierwsze lokalne eksploracje hrabstwa, w którym mieszkam. Razem z Arkiem wybraliśmy się m.in. do Peak District, który okazało się jedną, wielką porażką. Czasami wszechświat ewidentnie daje ci do zrozumienia, że twój pomysł polega już na starcie. Tamtego dnia wszystko szło nie tak. Teraz gdy zdarzają mi się takie dni, zwyczajnie odpuszczam, bo wiem, że nic dobrego z tego nie wyjdzie. Zamykam się w domu i nie wychodzę, tak w razie jakby miał to być pechowy dzień.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Czasami są takie dni, że chciałbyś coś zrobić, ale los ewidentnie przygotował dla ciebie coś innego i jak tylko może odwleka cię od twoich planów. Postanowiliśmy że wybierzemy się dzisiaj do #PeakDistrict by wspiąć sie na górę Mam Tor mimo, że po południu miało padać. Stwierdziłam, że prognoza mnie nie powstrzyma dlatego ruszyliśmy w drogę. Zaczęło się od tego że spoźniliśmy się na pociąg kiedy przecież mi się takie rzeczy nigdy nie zdarzają! Następnie uciekł nam autobus już w samym parku. Ponieważ znaleźliśmy się dosłownie w szczerym polu musieliśmy iść przez dwie godziny do miejsca, w którym miał zacząć się szlak. Koniec końców zaczęło padać i to całkiem mocno dlatego postanowiliśmy wrócić do domu. Zdjęcie przedstawia zielone #cavedale . Robi większe wrażenie kiedy rzeczywiście jest zielono bo póki co wiosna ewidentnie nie ma siły przebicia. Trzeba było zostać w domu.

Post udostępniony przez Emilia C z (@life_myjourney)

I ostatnie: w kwietniu w końcu zawlokłam swoje leniwe 4 litery na zajęcia z tańca do Leeds. Jeżdżenie tak daleko okazało się dosyć męczące, dlatego po kolejnych 2 miesiącach zrezygnowałam. Zaczęłam tańczyć lokalnie. Znalazłam Dagmarę zainteresowaną tańcem i tak przez następne pół roku spotykałyśmy się raz w tygodniu i tańczyłyśmy. Ostatnio tylko coś straciłam wenę. Muszę przeczekać chwilowy kryzys.

Maj

Maj to miesiąc zachwytów. Podróżniczo się dość rozkręciłam. Po raz pierwszy z Arkiem odwiedziliśmy Walię, a konkretnie Llandudno nad morzem Irlandzkim, a na drugi dzień Scarborough nad morzem Północnym.

Lato w Anglii zaczęło się wyjątkowo wcześnie, a do tego było naprawdę gorące. Takim sposobem w wolnym czasie zaczęliśmy intensywnie jeździć.

Oprócz tego bezdomni dawali mi ostro popalić, ale o tym już wspominałam.

Czerwiec

Czerwiec zaczął się bardzo spontanicznie. Na zaproszenie Moniki z BewilderedSlavica udałam się do Sztokholmu, by odwiedzić jej skromne progi. Szwecja była gorąca. Nie brakowało lasów, wody i dobrego towarzystwa. Pobyt dość szczegółowo opisałam na blogu, więc możecie zerknąć.

Po powrocie na poważnie zajęłam się moim zdrowiem i postanowiłam, że zrobię moje pierwsze w życiu oczyszczanie wątroby. Od ponad pół roku doskwierał mi ból w miejscu wątroby, zawsze rano po nocy. Jakby ktoś mi zgniatał narządy. Zaczęłam się przygotowywać do oczyszczania toteż musiałam się tymczasowo przerzucić na weganizm. Jeśli chcecie się dowiedzieć więcej na temat samego oczyszczania, to wszystko jest bardzo dobrze opisane tutaj.

Po pierwszym oczyszczaniu ból przeszedł na dobre i już od pół roku wątroba mi nie dokucza. Uważam to za mój osobisty, zdrowotny sukces.

Zdrowy styl życia zaowocował też rzuceniem palenia na całe następne 3 miesiące! Jak teraz o tym myślę to 3 miesiące z 12 nie robi specjalnego wrażenia. W 2019 będę musiała do tego podejść bardziej na poważnie.

Moja faza na ekstremalnie zdrowe odżywianie uświadomiła mi, że jest to dość trudne. Trudne ponieważ trzeba całkowicie zmienić styl życia, który prowadziło się przez kilkanaście lat. Zmiana nawyków jest wyzwaniem i uważam, że tylko naprawdę silni ludzie są w stanie je zmienić tak szybko. W 2019 postanawiam, że moje nawyki żywieniowe z i tak już dobrych, ulegną poprawie. Wszystko powoli. Mam 365 dni na wprowadzenie wszystkiego w życie: D

sztokholm life-myjourney

Lipiec i Sierpień

W wakacje rozszalałam się na dobre. Doznałam jakiegoś olśnienia i zaczęłam bardzo ale to bardzo intensywnie zgłębiać lokalną okolicę. Na mapie Google niedługo zabraknie miejsca na nowe pinezki. Miałam bardzo dużo czasu wolnego. Pakowałam torbę, ładowałam aparat i szłam na szlak. W jednym wpisie rozpisywałam się na temat aplikacji Komoot, która okazała się moim największym odkryciem 2018 r. Aplikacja pokazuje lokalne ścieżki, których na Google maps nie widać.

Tak oto zaczęłam planować sobie różne trasy piesze. Nie wiem ile przeszłam w to lato ale myślę, że ponad 100 km na pewno. Wydaje mi się, że chodzenie okazało się dla mnie całkiem dobrą terapią. Odłączałam się od problemów w pracy czy w życiu. Wyciągałam aparat i obserwowałam okoliczną przyrodę ciesząc się z każdych nowych górek, mostów, tunelów i innych miejsc. Totalnie mi na tym punkcie odbiło i naprawdę się z tego powodu cieszę. Uważam, że była to też reakcja na jeszcze poprzedni rok, w którym wiele dni zmarnowałam na niczym.

life-myjourney

W Lipcu udaliśmy się też do Hull, ponownie na zaproszenie Moniki, która przeprowadziła się do Anglii. Spędziliśmy cudowny dzień nad morzem Północnym w Withernsea oraz eksplorowaliśmy The Deep Aquarium. Muszę jej się jakoś odwdzięczyć za ilość doznań w tym roku.

Wrzesień

Jak wrzesień to Polska i Chorwacja. Razem z Arkiem udaliśmy się na pierwsze od 3 lat wspólne wakacje. Wiem! Co za porażka. Tyle miejsc zobaczyłam przez te 3 lata ale wiele z nich w pojedynkę lub z kimś innym, bo przez ten czas zawsze coś stawało na drodze byśmy jechali razem.

Polska okazała się jak zwykle magiczna. Odwiedziłam Łódź i pomimo 2000 km jakie nas dzielą, ponownie spotkałam się z Marią 🙂

Niestety to przez spotkania ze znajomymi w Polsce, ponownie wróciłam do palenia po 3 miesiącach. Czułam, że tak to się skończy.

Z Polski polecieliśmy do Chorwacji, następnie Bratysławy na Słowacji i wróciliśmy do Anglii. Chorwacja została przeze mnie dość szeroko opisana na blogu, dlatego zainteresowani mogą poczytać.

Po powrocie do Anglii dokończyłam mój 3 tygodniowy okres wypowiedzenia w schronisku i na dobre pożegnałam się z bezdomnymi. Kamień spadł mi z serca. Po 8 miesiącach marudzenia i płakania, że już tam nie wytrzymam, moja przygoda w końcu dobiegła końca.

 

Październik, listopad, grudzień

Ostatnie 3 miesiące roku okazały się opiewać w różne sytuacje, nie koniecznie przyjemne, o których nie chce mówić. Oprócz złych momentów były też i te dobre i bardzo ważne w tym roku.

Po pierwsze, ponownie ścięłam włosy. Tym razem na krótką, skutecznie pozbywając się paskudnej resztki czerwieni.

Po drugie, dostałam prace w agencji nieruchomości. Od początku listopada starałam się jakoś zaaklimatyzować dlatego nieco ostatnio zniknęłam z sieci bo byłam zbyt przytłoczona ilością nowych informacji i obowiązków.

Po trzecie, pogodziłam się z kimś z kim od prawie 9 miesięcy nie rozmawiałam. Kolejny kamień spadł mi w tym roku z serca. Niestety pewnych rzeczy nie da się naprawić od razu. Muszą niekiedy prze-leżakować swoje. Jedno jest pewne, nie należy żywić do kogoś urazy zbyt długo, bo jest to zwyczajnie niezdrowe.

Po czwarte, wpadłam na pomysł halloweenowych makijaży, połączonych z sesją zdjęciową. Niestety pomysł poległ i spotkał się z totalnym brakiem zainteresowania, chyba ze względu na to, że dorośli nie lubią wydawać na siebie pieniędzy. Może gdyby makijaże i zdjęcia dotyczyły dzieci, sprawa wyglądałaby nieco inaczej.

Po piąte rozwaliłam telefon. Nic z niego nie zostało. Jaka z tego lekcja? Nigdy nie zabieraj telefonu na siłownie i broń boże nie kładź go na maszyny, bo możesz go już nigdy nie zobaczyć.

Po szóste, nabawiłam się infekcji ucha przez zbyt częste czyszczenie pałeczkami. Uważajcie czym sobie w uszach dłubiecie! :D:D

Po siódme i najważniejsze, kupiłam nowy aparat! Ci, co mnie śledzą na FB, zapewne widzieli mój post dotyczący moich problemów pierwszego świata. O nowym aparacie myślałam już od dawna. Temat ten strasznie mnie męczył bo nie dosyć, że nie miałam całej kwoty to nie wiedziałam jaki model wybrać. Mimo wielkiego płaczu udało mi się go w końcu kupić. Uważam, że jest to jeden z kolejnych najważniejszych sukcesów tego roku.

I tak oto przebrnęłam przez całe 12 miesięcy. Po głębokiej analizie mojego roku, już wiem jakie cele wyznaczę w kolejnym. Jak sami widzicie, pomimo wielu pozytywnych momentów, zdarzyło się też wiele negatywnych, które koniec końców przetrwałam. Niektóre mnie w jakiś sposób osłabiły, inne zdecydowanie wzmocniły. Grunt to, że czegoś się w tym roku nauczyłam i nie załamałam rąk, kiedy mogłam, a wiele razy miałam na to ochotę.

W 2019 roku życzę wam wszystkim byście poważnie przeanalizowali swoje cele a przede wszystkim dostosowali je do swoich możliwości, bo czasami mniej znaczy więcej! Nie ma co porywać się z motyką na słońce. Dużo zdrowia, mniej alkoholu, więcej pieniędzy, podróży i zdrowych relacji!