CHORWACJA, KRAJ W KTÓRYM KOMUNIKACJĄ JEŹDZI SIĘ ŹLE.

chorwacja komunikacja

Chorwacja to piękny, ale mam wrażenie bardzo niezorganizowany kraj. Zapewne są kraje, w których jest gorzej i narzekam teraz jak typowy Polak, no ale co zrobić jak przyjeżdża się z kraju, w którym wiele rzeczy funkcjonuje lepiej? Może Anglia i Warszawa nie jest zbyt uczciwym porównaniem, ale tamtego dnia wyszłam z siebie i straciłam panowanie, a rzadko mi się to zdarza. Posłuchajcie sami.

12.09.2018

Po nie całym tygodniu w Chorwacji stwierdzam, że poruszanie się komunikacją miejską po tym kraju to istna tragedia.

Po pierwsze zacznijmy od tego, że nie ma tutaj przystanków autobusowych. Byłam w dwóch dużych miastach i 3 mniejszych miejscowościach. Na przystanek trafiłam tylko raz, a o całą resztę musieliśmy się pytać miejscowych albo zapamiętywać gdzie wysiedliśmy, żeby na logikę stwierdzić, że z powrotem autobus zatrzyma się po drugiej stronie ulicy.

Po drugie nigdy do końca nie wiesz, na jakim peronie na dworcu zatrzyma się autobus, bo tego aż do ostatniej chwili nie wiedzą nawet w informacji. Przez to turyści biegają jak oszalali, sprawdzając wszystkie autobusy, aby nie przegapić swojego.

Po trzecie na Google maps nie ma wgranych połączeń autobusowych, a także podanych lokalizacji przystanków. Oprócz tego, o ile w Trogirze znalazłam stronę przewoźnika, tak w Szybeniku nie działa, a do tego jedyna strona internetowa, która jako tako pokazuje godziny odjazdów to: www.buscroatia.com,  która ma nieaktualizowane dane.

To wszystko doprowadziło do sytuacji w której z samego rana kupiłam bilety w tą i z powrotem z Szybeniku do Skradina, bo wybraliśmy się na wodospady do parku narodowego Krka. Ponieważ autobus do Budapesztu mieliśmy dopiero o 22:50 stwierdziliśmy, że zostaniemy na wodospadach do samego zamknięcia, czyli do 19:00 i wrócimy do Szybeniku autobusem o 19:55.

Wszystko szło dobrze do momentu w którym autobus powrotny spóźniał się już dobre 25 minut. Lokalni utwierdzili nas w przekonaniu, że na pewno jeździ i nawet pokazali gdzie jest przystanek. Około 30 minut po 19:00 podjechał taksówkarz, który upierał się, że ostatni autobus odjechał o 17:00, dlatego chętnie zabierze nas za 150 KUN, bo przecież innego wyjścia nie mamy. My jednak dość dosłownie daliśmy mu do zrozumienia, że poczekamy, bo w internecie było napisane, że autobus jeździ.

W końcu zastała nas noc. Dwójka turystów siedzi na murku i czeka na autobus oglądając jak grupka Chorwatów z obsługi parku, organizuje sobie popijawę po godzinach pracy, w rytmach chorwackiego disco polo. ( to nie jest prawdziwe określenie ale brzmi podobnie)

Wspomniany wyżej taksówkach zostawił wizytówkę, by za 5 minut wrócić i stać w odległości 5 metrów od nas, ewidentnie czekając aż do niego podejdziemy i poprosimy, by zawiózł nas do domu. Wreszcie sfrustrowani stwierdzamy, że zamawiamy Ubera, bo nie będzie z nas taksówkarz zdzierał 150 KUN. Po 15 minutach przyjechał Uber i policzył całe 89 KUN, czyli prawie połowę mniej!

Wkurzona i zła, że mnie oszukano i straciłam 50 KUN na biletach powrotnych i 89 KUN na Uberze, podchodzę do informacji na dworcu i zaczynam mówić co się stało. Po dwóch moich zdaniach Pani w okienku nagle zauważyła swoją przechodzącą koleżankę i zaczęła z nią w najlepsze rozmawiać. Ja obok stoję i już się gotuje, bo ona nie wie, że ja już jestem zła, a do tego ta jeszcze udaje że mnie nie widzi. Co się dzieje z obsługą klienta w tym kraju? 

Tak prowadzą rozmowę, jak najlepsze przyjaciółki co się 10 lat nie widziały, a ja nie przerywam, bo tak mnie nauczono. Pani w informacji nagle dostrzega moje poirytowanie i postanawia pożegnać się z koleżanką i mnie do końca wysłuchać.

Nagle okazuje się, że autobus który nie przyjechał, już nie jeździ, bo nie ma sezonu, a co za tym idzie ostatni autobus odjeżdża o wspomnianej wyżej, 17:00. Pokazuje jej, że na stronie buscroatia jest napisane, że autobus jeździ. Ona na to: „Ja nie znam tej strony.” Wtedy pytam jej: „W takim razie na jakiej stronie mogę sprawdzić o której odjeżdżają autobusy?″ Ta wtedy unosi barki i ręce do góry mówiąc: „Nie ma takiej strony. Najlepiej pytać na dworcu.”

,,Zacofanie do kwadratu″ myślę i pytam, czy mi odda za bilety których nie wykorzystałam.

„Proszę iść do kasy biletowej i zapytać.″

Podchodzę do kasy już mega wkurzona i prawie tam krzyczę na tego Pana w okienku. Ten widząc moje nabuzowanie, bierze ode mnie bilety i oddaje mi gotówkę.

Sytuacja opanowana, pieniądze odzyskane, a Emilia usatysfakcjonowana. Nie zmienia to jednak faktu, że przyjeżdżając z kraju w którym wszystko jest bardzo dobrze zorganizowane pod kątem komunikacji miejskiej, na Google maps zawsze najnowsze aktualizacji i do tego pokazane opóźnienia autobusów. Wszystko można sprawdzić w Internecie nawet nie podchodząc do żadnego okienka na dworcu którego i tak nie ma, bo nie jest w ogóle potrzebne. Człowiek przyjeżdża do takiego (z całym szacunkiem do piękna tego kraju), pierdolnika to się łapie za głowę i mówi, już nigdy autobusem na wakacjach!

No nie wiem, to nie Afryka i człowiek mimo wszystko oczekuje jakiegoś większego ładu od takiego kraju jak Chorwacja.

Lekcja z opowieści jest następująca: Będąc w kraju słabiej rozwiniętym dowiaduj się informacji ze źródła i walcz o swoje jak wiesz, że ci się należy. A tak poza tematem to można by tam robić niezłe biznesy bo wiele rzeczy tak jeszcze nie funkcjonuje.

Ps. Powyższa historia odnosi się do miejscowości nadmorskich.

Po więcej opowieści z Chorwacji zapraszam TUTAJ. 🙂

Powiązane wpisy