JAK WYGLĄDA MOJA PRACA Z BEZDOMNYMI W ANGLII?

ludzie bezdomni

Po moim styczniowym powrocie z Hiszpanii zaczęłam szukać nowej pracy. Nie obyło się bez narzekania i płaczu na to, że przecież nie ma takiej pracy, z której byłabym zadowolona. Zainspirowana hostelami, w których spałam, postanowiłam, że może warto by spróbować znaleźć pracę w takim miejscu. Codziennie nowi ludzie więc teoretycznie nie ma nudy. Niestety w Anglii tak jak i prawdopodobnie w innych krajach, jedyną formą pracy w hostelu jest głównie wolontariat, który w mojej sytuacji mnie kompletnie nie interesował. Takim oto sposobem trafiłam do hostelu dla bezdomnych, w którym też poznaje ludzi, nie nudzę się i nawet mi za to płacą.

Interview

Nie planowałam takiego obrotu sprawy. Poszłam na rozmowę z myślą, że będę pracować w hostelu. I rzeczywiście jak się okazało przez ostatnie półtora roku, na jednym z dwóch poziomów był tam rzeczywiście hostel. Ze względu na deficyt schronisk dla bezdomnych w Sheffield, moja szefowa postanowiła zamknąć hostel dla prywatnych gości i otworzyć budynek w całości dla osób bezdomnych. Za bardzo nie potrafiłam zrozumieć jej negatywnego podejścia na rozmowie, którą ze mną przeprowadzała. „Bufetu nie ma. Kuchnia po 22:00 zamknięta, prysznice po 22:00 zamknięte. Zero wychodnego po 22:30. Za dużo od siebie dasz to i tak będzie marudzenie, dlatego jak nie dasz nic, to przynajmniej nie ma na co narzekać.” Zasady jak w jakimś więzieniu. Wyobrażenie tego, co miałam w głowie, a tego z czym się spotkałam, to dwa całkiem różne światy.

Co ja tam robię?

Wszystko. I to jest bardzo dobre określenie. Z racji faktu, iż jestem jedyną osobą na zmianie, do moich obowiązków należy dosłownie wszystko. Sprzątanie pokoi, łazienek, pranie pościeli, podawanie z rana śniadań, zamykanie i otwieranie obiektu, odbieranie telefonów, przyjmowanie i rozlokowywanie bezdomnych oraz co najważniejsze i chyba też najgorsze to użeranie się z tymi ludźmi. Tak, ja się z nimi dosłownie użeram, ponieważ bezdomni, jak już się przekonałam, są jak dzieci. Dużo chcą i wymagają a jak im się nie da to jęczą, płaczą, skarżą się, klną i dosłownie błagają byś się w końcu nad nimi zlitował.

Kim są bezdomni?

To dość złożona sprawa, ponieważ mamy tu ludzi dosłownie zewsząd. Wszystkich wiąże fakt, że nie mają domu. Kierowani są do nas ludzie z takich instytucji jak NHS (National Health Service) – angielska służba zdrowia, Sheffield, Rotherham i Barnsley City Council (urzędy miast) oraz Framework, czyli organizacja charytatywna dla bezdomnych, z której trafiają wszystkie te ekstremalne przypadki, którym już nawet rząd nie chce pomóc.

Jak widzicie, każda instytucja z reguły przysyła innych ludzi. Z NHS trafiają się osoby np. po zawałach, wypadkach czy niekiedy psychicznie chore, które ze względu na swój stan zdrowia muszą mieć zapewnione miejsce do życia, ale nie są też w stanie żyć samodzielnie.

Mając na myśli osoby psychicznie chore to głównie takie, które zmagają się z depresją, lękiem, mają za sobą próby samobójcze, powtarzają się zadając wciąż te same pytania lub inni, po których ciężko jest stwierdzić co konkretnie im dolega, ale w ich zachowaniu widać, że coś jest z nimi nie tak. Na szczęście takich ekstremalnych przypadków jest jak kot napłakał.

Council przysyła głównie rodziny z dziećmi, które nagle straciły dom np. na skutek podpalenia, zalania czy zawalenia lub przez pomyłkę stały się ofiarami dealerów, czy innych przestępców.

Oprócz tego mam do czynienia z samotnymi matkami głównie z przemocy domowej, z cyganami czy też z osobami które ukrywają się przed tymi, którzy zagrażają ich życiu. Są też osoby bezdomne które mają problemy z narkotykami, alkoholem i przemocą.

Ostania grupa to osoby trafiające z organizacji charytatywnych. Osobiście uważam, że jest to najbardziej uprzykrzający życie rodzaj ludzi, ponieważ są to osobniki którym już nikt nie chce pomóc ze względu na to, że nie są w stanie przystosować się do otaczającego społeczeństwa. Nie pracują, nie wykazują chęci zmiany, mają swoje traumy, przejścia, biorą narkotyki, piją, nie przestrzegają reguł, nie mają szacunku a ich życie polega głównie na życiu z dnia na dzień. Do tej grupy należą też bezdomni z ulicy oraz osoby, które dopiero co wyszły z więzienia. Jest ich stosunkowo mało, ponieważ pierwszeństwo zawsze mają ci, którzy mimo wszystko są w stanie podjąć pracę lub mają dzieci na wychowaniu. Te ekstremalne przypadki dostają nocleg tylko wtedy, gdy grozi im zamarzniecie na ulicy. W innych przypadkach nawet to im nie przysługuję, ponieważ miejsce takie jak schronisko, w którym sama pracuje zwyczajnie nie ma zamiaru się z takimi osobami użerać. Osobami, które nie potrafią przestrzegać prostych zasad, takich jak nie opuszczanie budynku w nocy czy zakaz palenia w pokojach. Ponieważ schronisko jest prywatne, a nie państwowe, to ja czy moja szefowa decydujemy o tym, czy ktoś z nami zostanie, czy też przez wzgląd na ilość problemów jakie sprawia, zostanie wyrzucony bez możliwości powrotu.

Relacje ekstremalne

Zatem jak sami możecie się domyślać mam nie lada szkołę przetrwania i życia. Jest to dla mnie świetna lekcja z asertywności. Mogę zrozumieć kim są ci ludzie, jak myślą i jak funkcjonują. Mimo iż staram się nie wchodzić z nimi w bliskie relacje to momentami jest to nieuniknione. Z nudów, są w stanie opowiedzieć ci historie swojego życia. Z policją czy karetką widzę się przynajmniej raz w tygodniu. Tylko raz, ponieważ sama pracuje tylko 3 dni i 3 noce. Tak, śpię tam. Z tego właśnie powodu, praca jest zajęciem ekstremalnym. W ciągu dnia muszę zrobić swoją robotę a w nocy, zamiast spać, oni wszyscy nagle zaczynają odstawiać cyrki. Po pierwszej nocy zaczynam zachowywać się jak zombie, które potrafi być bardzo szybko wyprowadzone z równowagi.

Odkąd tam pracuję patrze inaczej na osoby bezdomne oraz zadaje sobie pytania, które nigdy wcześniej nie przychodziły mi do głowy. Każda z tych osób dźwiga pewien bagaż. Będę wam z czasem o nich opowiadać. Będzie to tylko moje subiektywne spojrzenie. Nie mam zamiaru przeprowadzać z nimi wywiadów, bo to by było już za dużo.

Moim głównym celem jest pokazanie wam życia ludzi bezdomnych, z którymi prawdopodobnie nie macie nic wspólnego. Myślę że pomoże wam to nabrać nowego spojrzenia na otaczający was świat.

PS. Miejsce w którym pracuje, nie jest organizacją charytatywną. Noclegi osób bezdomnych są w pełni opłacane przez wyżej wymienione instytucje.

Jeśli macie jakieś pytania co do mojego obecnego zajęcia to śmiało zadawajcie je w komentarzach.

Po więcej wpisów z serii Życie Bezdomnych zapraszam TUTAJ. 🙂

Chętnie odpowiem. Zapraszam też do śledzenia mnie na  FB i Instagramie., by być na bieżąco.

Powiązane wpisy