BEZDOMNA Z OBSESJĄ ZARAZKÓW, DOPROWADZIŁA MNIE DO SZAŁU

Praca z ludźmi, to bardzo skomplikowana sprawa. Jeszcze pół biedy, gdy pracuje lub przebywa się wśród ludzi o w pełni zdrowych zmysłach. Komplikacje pojawiają się wtedy, gdy ludzie, z którymi pracujesz czy których obsługujesz, okazują się w jakimś stopniu psychicznie chorzy. W takich momentach może cię uratować tylko spokój. W przeciwnych razie będziesz miał zszargane nerwy.

Ledwo zaczęłam zmianę w schronisku dla bezdomnych i już trzęsłam się w środku z nerwów, stresu i frustracji. Ja naprawdę potrafię nad sobą panować. Przynajmniej myślałam, że potrafię. Dzisiaj ktoś bardzo mocno wyprowadził mnie z równowagi. Zanim ci o tym opowiem pozwól, że ci zobrazuje konsekwencje bycia natrętem.

Wczoraj po raz pierwszy oglądałam film pt.: „Jackie Brown”, w reżyserii Quentina Tarantino. Jeśli znacie jego filmy, to pewnie wiecie, że słynie on z kręcenia dość krwawych scen.

Scena: młoda, dwudziestokilkuletnia blondynka, która właśnie wychodzi z torbą pieniędzy z centrum handlowego w obecności Roberta Deniro, zaczyna mu truć nad głową, że zapomniał, w jakiej alejce zostawił samochód. Zresztą, nie będę wam spojlerować, zobaczcie sami poniższy fragment,który jest kluczowy.

Sytuacja jest dość absurdalna, ale ma bardzo dobry przekaz. Świetnie pokazuje, do jakiego stanu są w stanie doprowadzić nas pewne osoby, kompletnie nie zdając sobie z tego sprawy.

Teraz możemy wrócić do schroniska.

Lina przyszła do nas jakiś tydzień temu w środę (dzisiaj jest piątek). Angielka, około 50 lat, z trójką dzieci. Dzieci nigdy nie widziałam z wyjątkiem jednej najstarszej córki (20 lat).

Jak szybko przyszły, tak szybko poszły. Nie zostały na noc. Na kolejną też nie wróciły. Z naszego krótkiego spotkania zanotowałam tylko jej pytanie: „Czy pościel w pokoju, aby na pewno jest czysta?” Do tego na wieść o tym, że w kuchni nie ma ścierki, pośpiesznie wyjęła paczkę z torebki i dała mi jedną, jakby to było na jej standardowym wyposażeniu. Zostawiła swój paszport jako depozyt za klucz i przepadła.

Dla councilu (angielskiego urzędu) sytuacja jest jednoznaczna. Nie spisz w miejscu, które ci dali, to znaczy, że masz gdzie spać i pokoju nie potrzebujesz. Skasowali jej rezerwacje. Wróciła nieświadoma o drugiej w nocy z niedzieli na poniedziałek mówiąc, że ona ma tu pokój. Nie miała. Zadzwoniła na out of hours, czyli takie pogotowie dla bezdomnych poza godzinami pracy urzędu. Zabukowali ją. Mieliśmy miejsce więc na nowo daliśmy jej pokój.

Po czterech dniach od jej pobytu przychodzę do pracy, po czym z marszu zostaje zalana jej skargami. Zacznijmy od tego, że woła na mnie: „Daniel, Daniel !!!”

Już wiem, że chodzi o mnie, bo krzyczy do mnie. Mówię, że nazywam się Emilia, ale ta zdaje się mnie nie słuchać. Wychodzi spod prysznica i zaczyna się skarżyć, że wczoraj w nocy z jej torebki zginęło £600. Pytam: „Jak to się stało?” 

– Zostawiłam otwarte drzwi i poszłam do samochodu. Gdy wróciłam, pieniędzy już nie było.”
Ja: „Zostawiłaś otwarte drzwi i sobie poszłaś? W takim razie kogo mam o to oskarżyć?” – Tutaj warto dodać adnotacje, że ludzie tacy jak ona, w 90% przypadków, wymyślają sobie historię, bo myślą, że będą w stanie coś dla siebie ugrać.

Kiedy mówię jej, że była uprzedzana, by nie zostawiać otwartego pokoju, bo nie odpowiadamy za takie sytuacje, nagle zmienia temat i mówi, że jej córka miała tutaj wypadek i to z naszej winy. Już zgłosiła sprawę do councilu. Znowu jej mówię: „Dzisiaj jest piątek, a ty przychodzisz do mnie ze sprawą z poniedziałku? Powinnaś to powiedzieć osobie, która była na zmianie.”  – Pytam: „Co się stało?”LinaMoja córka spadła z łózka na podłogę, na której leżał kubek. Rozcięła sobie łokieć.”  Rzeczywiście, byli w szpitalu, ręka zszyta, ale gdzie tu nasza wina?

Po pierwsze kobieta cierpi na OSD, czyli zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne. W dużym skrócie, w jakimś stopniu ma obsesje na punkcie chorób i zarazków. Obsesje mogą dotyczyć też innych kwestii np.  porządku.

O co chodzi?

Lina w strachu przed tym, że ktoś innym mógł spać na łóżku przed nią, stwierdziła, że nadmucha sobie pojedynczy materac i położy go na łóżko, a na resztę nałoży własną pościel, żeby broń boże nie dotykać tego, co nie jej. Na fotelach rozłożyła swoje bluzki, by to na nich usiąść, a na podłodze porozkładała ręczniki kąpielowe, żeby nie chodzić boso po dywanie. Kupiła własne sztućce, kubki i założyła markizy w oknach, żeby jej robaki czy muchy nie wlatywały. Na każdym kroku wyposażyła się w odświeżacze powietrza i mokre chusteczki. Coś w rodzaju sławnego detektywa Monka, który miał wstręt przed dotykaniem czegokolwiek nie przez chusteczkę. Jej przypadek był podobny, ale nieco łagodniejszy.

Wracając do jej córki. Ta dosłownie sturlała się z nadmuchanego na łóżku materaca, prosto na podłogę. Przy łóżku postawiła sobie kubek, w który potem wpadła ręką. Oczywiście Lina za to i tak obwiniła nas, bo ten kubek już tam przecież stał, jak przyszła. (Bulshit jak to mówią Amerykanie)

Potem jeszcze na mnie nakrzyczała, że jak ja jej mogę zwracać uwagę, że ona na mnie mówi Daniel. Powtarzałam jej to dobre pięć razy, że nazywam się Emilia, nie Daniel. Skwitowała to tylko zdaniem o treści: „Będę na ciebie mówić jak chcę.”

Przeżywała też, że została pogryziona przez muchy i to też już zgłosiła do councilu. Przecież w takim miejscu ja nasze nie można przebywać, bo nam muchy latają w budynku!! Kiedy tłumaczyła mi, o co chodzi z tymi muchami, kompletnie nie zrozumiałam i powiedziałam, że jej nie rozumiem w znaczeniu, że dosłownie nie rozumiałam po angielsku co powiedziała. (W takich sytuacjach ludzie nie rozumieją, że ty jako obcokrajowiec możesz czegoś nie rozumieć, bo przecież tak dobrze mówisz w obcym języku). Uniosła głos i powiedziała: „Ty tylko udajesz, że nie wiesz i robisz ze mnie głupią!”

Zażądała zwrotu depozytu za klucz, stwierdziła, że jestem złym i niemiłym człowiekiem, powiedziała, że ktoś ją podglądał w łazience, po czym po całej awanturze spakowała się, zostawiając burdel, który musiałam po niej posprzątać. Dwie torby gratów — chyba były dotknięte przez nasze schronisko zarazkami, dlatego ich nie wzięła.

mnie jeszcze na koniec, żebym jej otworzyła drzwi, bo miała za dużo bagaży. Razem z córką zawinęła się na pięcie i zniknęła. Z podkulonym ogonem wróciła o 23:00 stwierdzając, że nic innego dla niej nie mają i musi z nami zostać — a tak się cieszyłam. Wspomniane wyżej graty, kazała wyrzucić do śmieci.

Nawet trochę, szkoda mi jej córki, dla której przebywanie z osobą chorą, 24 godziny na dobę, musi być bardzo uciążliwe. Ja miałam dość po pół godziny. Pewnie by mnie doprowadziła do szału, gdyby przyszło mi z nią mieszkać.

Anglicy, zwłaszcza ci z najniższej klasy społecznej, bezdomni, czy ci z problemami psychicznymi, w większości, to najgorsza grupa ludzi z którą, kiedykolwiek miałam do czynienia.

Są aż nazbyt pewnie siebie, wymagający, szukający dziury w całym, a do tego często lubią znęcać się nad innymi. To tak jakby ich życie kręciło się wokół intryg, awantur i negatywnych emocji.

Staram się wykonywać moją pracę najlepiej jak umiem, ale cóż, Angielką nie jestem i najwyraźniej nie wpisuje się w ich ogólnie przyjęty system zachowań. Nie pieszczę ich w rozmowie zwrotami, „My Darling” czy „My Love” jak to tutaj się robi, nie uśmiecham się na siłę, nie jestem miła jak ktoś jest dla mnie nieuprzejmy, nie okazuje współczucia, kiedy widzę, że komuś się one nie należy i niestety za to mi się obrywa. To chyba jest tak, że niektórzy z nich czują, że nie rusza mnie ich sytuacja, a przez to postanawiają się nieco poznęcać na mojej osobie. Mój wiek tym bardziej nie pomaga, bo wyglądam im na 18-letniego dzieciaka, który mówi im co mają robić.

Nawet teraz jak myślę o Karolinie. Nie rusza mnie jej choroba. Nie jest to dla mnie żadne usprawiedliwienie. Ta kobieta jest zwyczajnie zła. Złych ludzi dość łatwo mi wyczuć. Jakby to mieli wypisane na twarzy.

Wniosek z tej opowieści jest chyba tylko jeden: Jak Cię ludzie denerwują i nie umiesz być miłym na siłę to rób tak, żeby najlepiej nie mieć z nimi nic wspólnego, a najlepiej pracuj tak, żeby ich nie zadowalać, nie obsługiwać i fałszywie się nie uśmiechać. Szkoda nerwów, wyrwanych z głowy włosów i energii na takie WAŻNE osobistości.

Emilia (wewnętrzny głos): Chyba czas zmienić prace Kochana. Właśnie sobie to Idealnie wytłumaczyłaś.

A teraz wasza kolej: Wybierzcie sobie pytanie i odpowiedzcie:

Jakie było wasze najgorsze doświadczenie ze współpracownikiem, klientem czy bardziej ogólnie człowiekiem?

Albo:

Znacie ludzi z OSD? Chętnie usłyszę wasze doświadczenia i sama sprzedam wam jeszcze jeden przypadek.

Powiązane wpisy