ŻYCIE BEZDOMNYCH: NIE ISTNIEJE SYTUACJA, Z KTÓREJ KAŻDY BĘDZIE ZADOWOLONY

Czterech mężczyzn, cztery różne charaktery i cztery różne historie.

Hostel czy schronisko dla bezdomnych, to nie pięciogwiazdkowy hotel, w którym masz prawo wymagać komfortu i luksusu, ponieważ za niego płacisz.

Mimo iż warunki oferowane bezdomnym są całkiem niezłe, to i tak na nie narzekają. W pokojach mają telewizory, czajniki, lodówki czy szafy, do tego wygodny materac i czystą pościel. Przy tych wszystkich superlatywach jest też jedna wada, niekiedy są zobowiązani do dzielenia pokoju z innymi bezdomnymi, zwłaszcza jeżeli są to osoby samotne, które nie mają ze sobą dzieci, a dodatkowo kierowane są do nas przez instytucje, które nie płacą za ich pobyt zbyt wiele pieniędzy. W większości to właśnie pieniądze decydują o tym, czy przyjdzie im dzielić pokój, czy też mieć własny.

Biznes przecież musi się opłacać. Jeżeli rząd, za jedną osobę zapłaci równowartość trzech innych, skierowanych np. przez organizacje charytatywne, to przecież już jasno widać, dlaczego niektórzy dzielą pokój a inni nie. Pieniądze muszą się w tym wypadku zgadzać.

Teraz wyobraźcie sobie sytuację, w której do jednego pokoju pakuje się pięciu różnych mężczyzn z różną przeszłością. Mamy np. narkomana, osobę z poważnymi problemami emocjonalnymi, która ma za sobą próby samobójcze, do tego byłego więźnia oraz porządnie ubranego i pachnącego dealera narkotyków, który znalazł się w schronisku tylko dlatego, że ktoś czyha na jego życie. Uwierzcie mi, taka mieszanka nie będzie zbyt długo żyła w pokoju, a awantura jest tylko kwestią czasu.

O takiej awanturze mam zamiar wam opowiedzieć.

Wyobraźcie sobie 3 pokoje, które ulokowane są obok siebie.

W pokoju numer 1 mamy Hadriana — czarnoskóry mężczyzna, dobrze zbudowany, młody, zadbany, noszący markowe ubrania a do tego dres, który mu spada z pośladków. Pali zdecydowanie za dużo marihuany. Siedzi u nas, bo ktoś prawdopodobnie chciał go zabić. Razem z szefową zakładamy, że jest dealerem, bo nikt kto nie ma pracy, a za to ma pieniądze i ludzi chcących go dopaść, na pewno nie może robić czegoś legalnego. Pokój dzieli z innymi od jakiś pięciu tygodni.

Kolejną osobą w tym pokoju jest Neel — bardzo sympatyczny Anglik około czterdziestki. Blondyn, prawdopodobnie były muzyk, sądząc po gitarze elektrycznej, jaką dał mi na przechowanie. Dzieli pokój z innymi. Znalazł się w schronisku, ponieważ ktoś przez pomyłkę wrzucił bombę petrolową do jego domu. Jak się później okazało, sam jest narkomanem i dawał sobie w żyłę w jednej z naszych łazienek. Jest z nami od około dwóch tygodni.

W pokoju numer 2 jest Dominik — Anglik koło trzydziestki. Będąc u nas przeszedł operację przepukliny. Bardzo niestabilny emocjonalnie, ma za sobą więzienie, próby samobójcze, zmarło mu dziecko, kilka razy dostał nożem. Brał narkotyki, ale obecnie jest czysty i za wszelką cenę chce, by tak pozostało. Bardzo łatwo wyprowadzić go z równowagi. Jak sam twierdzi, nie może dzielić pokoju, ponieważ przez lata siedzenia w więzieniu przywykł do bycia w celi w pojedynkę. U nas jest od dwóch, trzech tygodni. Jego standardowe pytanie, przy jakiejkolwiek awanturze, która dotyczy bardziej jego współlokatorów niż niego samego to: „Am I in trouble?” – Czy mam kłopoty?

W pokoju numer 3 mamy Andrzeja — kolejnego bardzo sympatycznego Anglika, wiek miedzy 40 a 50 lat. Na twarzy ma dużą bliznę jakby dostał nożem. To właśnie on ma to szczęście i w pokoju jest sam. Nie znam do końca jego historii. Wiem tyle, że jest wolny od wszelkich nałogów. Ma za sobą bardzo ciężkie przeżycia. Na tyle ciężkie, że po wydarzeniach, jakie zaszły a o których wam zaraz opowiem, facet mi się rozkleił. Pokój ma od niecałego tygodnia.

Jak widzicie osobowości dość zróżnicowane. Każdy z nich chce jednego: własnego pokoju i spokoju. Spokój w takim miejscu to przywilej.

Cała nieprzyjemna sytuacja zaczęła się, gdy przeniosłam Neela z pokoju numer 2 do pokoju numer 1. Współlokatorzy ewidentnie się z nim nie dogadywali. Zdaniem Dominika na lodówce leżały igły. Wystraszony, że zostanie posądzony o branie, wyrzucił je przez okno. Zatem mamy tu słowo przeciwko słowu. Niestabilny emocjonalnie Dominik twierdzi jedno, a narkoman Neel się broni, że nigdy do czegoś takiego nie doszło. Nie ma dowodów, wszyscy muszą zostać. Rozdzielam ich i przenoszę Neela do pokoju, w którym jest Hadrian, nasz pachnący poszukiwany.

Następnej nocy o godzinie 1 25, włącza się alarm w moim pokoju co oznacza, że ktoś postanowił wyjść z budynku. Zła, wstaje i sprawdzam, a tam Hadrian, krzyczy do mnie: „I can’t stand it anymore, give me my fucking room!”Dłużej nie wytrzymam, daj mi mój własny pokój! Staram się go uspokoić, w końcu mu tłumaczę, że przecież jest środek nocy i nic nie mogę zrobić. Nie mówi co się stało, jako argument podaje, że nie będzie siedział w pokoju z brudnymi bezdomnymi.

Sytuacja powtarza się o godzinie 8 rano. Słyszę walenie do moich drzwi. Otwieram, a to znowu on, krzyczy, że che pokój teraz, już. Ma pretensje, że Andrzej z trójki jest tu krócej, a ma pokój. Czuje się oszukany i do tego jest zazdrosny. Zarzuca Andrzejowi, że przez jego donośny głos nie może spać, mimo że nie dzieli z nim pokoju. Znowu nie jestem w stanie nic zrobić dlatego mówię, że zadzwonię do szefowej i zobaczymy co poradzi.

Kiedy dzwonię, sytuacja nieco wymyka się spod kontroli. Nie wiadomo do końca z jakich przyczyn, Hadrian uderzył Andrzeja dwa razy w głowę, po czym wyważył drzwi w pokoju Dominika. I teraz to już wszyscy są wzburzeni. Nie ma tylko Neela, który pomimo krzyku smacznie spał, a przez którego wszystko się zaczęło. Okazało się, że ten w nocy wymykał się przez okno, a dodatkowo ktoś mu przez nie podawał narkotyki. To dlatego Hadrian nie wytrzymał i był taki wzburzony.

Teraz już nie tylko on. Andrzej chciał, bym wezwała policję, bo Hadrian go przecież pobił, Dominik wpadł w szał, bo jego drzwi zostały wyważone, a Hadrain chciał swój pokój.

 – Chciałabym wam jakoś opisać te emocje, ale nie za bardzo jestem w stanie. Andrew płacze. Dominic opowiada co się stało w nieskończoność, Hadrain chce pokój. Wszyscy oni mówili do mnie w tym samym momencie, ale nikt z nich nie chciał mnie słuchać. Bo to oni się musieli wygadać. Równie dobrze mogli mówić do ściny i nie byłoby żadnej różnicy.

Niestety nie jestem osobą decyzyjną w kwestiach wyrzucenia kogoś i zawsze muszę porozumieć się z moją szefową. Dzwonie i pytam co robić. Okazuje się, że w takich przypadkach istnieje coś takiego jak Homeless Emergency. Dostaje numer i karze im tam zadzwonić informując ich, że zarówno Neel, jak i Hadrain nie są tu mile widziani.

Już się cieszę, gdy nagle okazuje się, że na Emergency nie mają dla nich miejsc, po czym przekonują moją szefową, że muszą zostać, bo przecież na ulicę nie pójdą.

W takiej sytuacji opadają mi ręce. Czy widzicie jak to wygląda?

To tak jakby ktoś był gościem w waszym domu, nie szanował was, wyrządził szkody w waszej nieruchomości, a także groził i pobił członków waszej rodziny, a wy i tak pozwalacie mu zostać bo przecież na ulicę nie pójdzie. Z tego wszystkiego Andrzej, który stał się ofiarą przemocy, stwierdził że w takim wypadku, to on nie zamierza tu dłużej zostać i sam się wymelduje.

Gdyby to zależało ode mnie to z czystym sumieniem wywaliłabym Hadriana na ulicę. Bez żadnych skrupułów. Uważam że ktoś , kto jest w pełni świadomy tego co robi, powinien ponieść konsekwencje swoich czynów. Mówimy tu o pobiciu i przemocy.

Pewnie zastanawiacie się czemu przy tym wszystkim nie było policji. Odpowiedź jest bardzo prosta. Żadne z nich policji nie wezwie, a moja szefowa chciała to załatwić ugodowo. Kiedy im wszystkim opadły emocje, sprawa rozeszła się po kościach.

Koniec końców Neel został wyrzucony ponieważ ojciec dzieci na piętrze, musiał zmazywać krew z toalety po tym jak Neil dawał sobie w żyłę. W tym wypadku mając zeznanie osoby trzeciej , można się go było bez trudu pozbyć, ale mimo to razem z Hadrianem zostali wyrzuceni po przespaniu jeszcze jednej nocy.

Jak sami widzicie, dzielenie pokoju w przypadku osób bezdomnych z dość nieciekawą przeszłością, to jak strzał w kolano. W takiej sytuacji to mi tylko najbardziej szkoda samej siebie bo niekiedy mózg mi paruje od nadmiaru negatywnych emocji, awantur, próśb i narzekania. Traktują mnie jakbym była złotą rybką, która będzie spełniać ich życzenia, a przecież jestem tylko człowiekiem. Wszystkich nie uszczęśliwisz i wszystkich naraz nie zadowolisz.

Jakie są wasze odczucia co do tekstu? Podzielcie się w komentarzach. Linki do pozostałych tekstów o bezdomnych podaje tutaj: Jak wygląda moja praca z bezdomnymi? i Czy dostanę tosta z jamem?

Powiązane wpisy