ŻYCIE LUDZI BEZDOMNYCH: NIEUDANY WYTWÓR SYSTEMU

LUDZIE BEZDOMNI

Każdy system ma swoje wady i żaden nie jest i nigdy nie był idealny. Jedni z nas, są w stanie się do niego dostosować, a inni nie. Niekiedy jest to wina nas samych, domu, w którym się wychowaliśmy, a jeszcze indziej samego systemu.

Jakub to 33-letni Anglik. Ofiara angielskiego ustroju. FAIL, jak to się teraz często mówi. Oczywiście nie zwalam tu winy tylko na system, bo patologiczna rodzina zapoczątkowała jego tragedię, a państwo tylko pociągnęło to dalej.

No dobrze, ale o co mi właściwie chodzi?

Jakub jest w schronisku dla bezdomnych nie wiele dłużej niż ja, czyli jakieś 3,5 miesiąca. Jak wyżej wspomniałam ma 33 lata i to największy BEGGAR, jakiego w życiu widziałam. BEGGAR, to angielskie określenie na żebraka. Mimo że na ulicy nie żebra, to i tak myślę, że odniósł w tym osobisty sukces.

Wyobraźcie sobie osobę dorosłą, która przez całe życie była pod czyjąś opieką. Z początku patologicznych rodziców, następnie domu opieki, koniec końców w wieku 33 lat postanowili umieścić go w schronisku dla bezdomnych, bo wszędzie już mają go dosyć. 33-latek, który z wyjątkiem kilku miesięcy pracy jako ogrodnik, nic w życiu nigdy nie robił i nigdy sam nie mieszkał, nie ma pojęcia na temat odpowiedzialności i nie muszę tu być psychologiem, żeby to stwierdzić. Całe jego dotychczasowe dorosłe i nastoletnie życie, spędził w domu opieki, w którym to trzy razy dziennie był mu podawany posiłek, niczym emerytowi w domu starców.

Oprócz tego Jakub trudnił się spotykaniem z patologicznymi znajomymi i podejrzewam braniem narkotyków. Nigdy nie musiał się o nic martwić. O to, czy ma co jeść, czy gdzie spać, ponieważ system permanentnie wyręczał go we wszystkich możliwych obowiązkach, stwarzając tym samym, osobę kompletnie niezdolną do życia w społeczeństwie.

Ponadto, jakby już tego było mało, Jakub cierpi na depresję. Swojego czasu dawkowałam mu po jednej tabletce leków dziennie, bo gdyby mu dać całe opakowanie to z pewnością zjadłby na raz. Oprócz stwierdzonej depresji, Jakub charakteryzuje się kompletnym brakiem poczucia czasu, przyzwoitości i wspomnianej wcześniej odpowiedzialności.

Po pierwsze. Pracownicy socjalni umawiają się z nim regularnie od trzech miesięcy, co najmniej raz w tygodniu. Podczas jego pobytu tutaj, udało mu się spotkać ze swoją opiekunką tylko raz, po czym na 5 minut przed, tak się skuł, że ta nie była w stanie z nim w ogóle rozmawiać.

Co więcej, Kuba to ta jedna z nielicznych osób, która jest jak przysłowiowy wrzód na dupie, czyli PAIN IN THE ASS lub PAIN IN THE NECK.

Nie ważne czy jest to godzina 00:00 w nocy, 3:00 czy 5:00 rano. Jakub zawsze znajdzie powód, by wyjść z budynku, włączyć tym u mnie alarm i dodatkowo obudzić, a dlaczego? Wczoraj musiał o 5:00 nad ranem zaczerpnąć świeżego powietrza, w nocy z reguły napawa go ochota, by iść do szpitala, bo skończyły mu się leki, a co najlepsze potrafi przyjść w środku nocy i zapytać, czy mu zrobię kawę albo tosta. Jest to typ osoby, do której nieważne ile będziesz mówił, nie przetłumaczysz niczym. Ani siłą, ani słowem.

Po drugie. Brak przyzwoitości. U niego charakteryzuje się tym, że on nie zważa na nic. Czy to dzień, czy noc, czy rozmawiasz z kimś przez telefon, czy osobiście, jego sprawy zawsze są ważniejsze. Jakub jest mistrzem w proszeniu czy nawet błaganiu. O co prosi? Standardowo o kawę, o herbatę, o cukier, o mleko i o jedzenie. I wiecie, na początku to mu jeszcze tę kawę robiłam i do tego na raty. Najpierw poprosi o samą kawę, a potem zapuka jeszcze dwa razy, że ma być z cukrem i z mlekiem. Jeśli jest w hostelu, to średnio prosi około dziesięciu razy w ciągu dnia i nocy. Wiecznie o rzeczy, które mu i tak nie przysługują. Jedyne co mu przysługuje to śniadanie z rana, czyli dwa tosty z jamem lub beansem i kawa albo herbata, ewentualnie płatki. Nic więcej. Cała reszta to tylko kwestia mojej uprzejmości. Chociaż nie. Teraz to już nie jest kwestia mojej uprzejmości, a raczej asertywności.

Wiecie jak trudno mu się odmawia. Czasami muszę zamykać mu drzwi przed nosem, bo nie da mi inaczej spokoju. Bo to jest osoba, która żebranie już ma wypisane na twarzy i on dobrze wie, że to iż ja dzisiaj powiedziałam nie, to nie znaczy, że jutro czy pojutrze też tak powiem, a bo może akurat trafi na to, że będę miała dobry dzień i coś mu tam rzucę.

Po trzecie. Zero odpowiedzialności. Żeby nie było, Jakub raz w tygodniu dostaje benefity (zasiłek). W przeciągu jednego dnia wydaje wszystko, a potem przez cały tydzień nie ma co jeść. Po paczkę żywności sam nie pójdzie, tylko będzie czekał aż mu jego opiekun socjalny przyniesie. Natomiast, kiedy ma się go notorycznie w dupie, to nie ma co liczyć na wzajemność.

Zatem Jakub to moim zdaniem nieudany produkt systemu, który najlepiej wypadałoby wyrzucić do kosza. W domu opieki nie chcieli go dłużej trzymać, bo nigdy nie przestrzegał reguł, a przecież każda instytucja takowe ma. Odkąd nie ma mu kto podawać jedzenia, trzy razy dziennie, facet sobie nie radzi. Nie myśli o tym, co zje i na co wydaje. Nie obchodzą go zasady i ludzie. Nie myje się, nie dba o siebie, i każdemu działa na nerwy. Ostatnio nawet postanowił wyrzucić wszystkie swoje ubrania, tylko dlatego, że śmierdziały, ale nie pomyślał, żeby je uprać. Szkoda, że nie mogę wam pokazać jego zdjęcia.

Z początku zastanawiałam się ile ma lat. Chodzi ubrany jak nastolatek, gdzie spodnie spadają mu z pośladków, a na twarzy ma taki grymas, który sprawia, że wygląda na jakieś 45 lat. Ten jego wyraz twarzy to dla mnie zagadka, bo nigdy czegoś takiego nie widziałam. Powiedziałabym, że ma na niej wypisane: Żebram. Może nie dosłownie, ale znacie ten wyraz z ulicy, nie jeden bezdomny taki ma.

Zatem oprócz tego, że się marszczy niemiłosiernie i jego mimika przygotowuje się do żebrania, to jeszcze robi z siebie cierpiętnika i wygląda jakby go cały czas coś bolało.

Przez cały jego pobyt tutaj, dwa razy zadał mi pytanie inne niż: Czy mogę coś dostać? Pierwsze to, czy mam siostrę Grace, bo przypominam mu jego koleżankę. W tamtym jednym momencie nie wiem co mu się stało, ale po raz pierwszy widziałam jak się uśmiecha i jak na trzy sekundy zmieniła się jego mimika twarzy. Nagle wszystkie jego troski zniknęły, a do tego sprawiał wrażenie jakby był jakąś gwiazdą filmową. No nie wiem, ciężko mi to wytłumaczyć, ale to był taki filmowy uśmiech. Chyba nigdy tego nie zapomnę, bo tamten moment uświadomił mi jak bardzo nasze życie psychiczne, odbija się na naszym wyglądzie i jak to wpływa na odbiór otoczenia.

Jego drugie pytanie to: Czy to jest moja jedyna praca? Pytając mnie oto leżał na łóżku i przygotowywał się właśnie do odlotu niczym Snoop Dog w jednym ze swoich teledysków. Nie wiem co dalej z nim będzie. Nie dostanie swojego mieszkania, bo jak wcześniej wspomniałam, omija swojego opiekuna socjalnego szerokim łukiem. Sam też za bardzo nie jest się w stanie sobą zająć, a przecież ma dopiero 33 lata. Momentami nie mogę uwierzyć, jak życie co poniektórych ludzi tutaj, odstaje od życia przeciętnego Kowalskiego.

Bezdomni, zwłaszcza ci skrajni, żyją w zupełnie innym świecie, o którym my za dużo pojęcia nie mamy. Jakub został wychowany przez system, ale nie nauczony jak w nim żyć. Teraz wszyscy wymagają od niego by się sam ze sobą ogarnął, ale jak ma to zrobić? Jeśli go nikt nigdy tego nie nauczył. Kiedyś mnie irytował teraz jest mi go żal. Nie wiem, czy w tym wieku można jeszcze kogoś społecznie wyprostować. A wy co myślicie?

Więcej podobnych historii znajdziecie w kategorii: ŻYCIE LUDZI BEZDOMNYCH. Zapraszam 🙂

Powiązane wpisy