dieta dr. ewy dąbrowskiej EFEKTY ŁUSZCZYCA
DIETA DR. EWY DĄBROWSKIEJ,  KATEGORIE

„Po co się właściwie głodzisz?” – Podsumowanie 11 dni postu na diecie dr. Ewy Dąbrowskiej

–> CAŁA RELACJA Z DIETY W ZAKŁADCE MOJA KUCHNIA – DIETA DR. EWY DĄBROWSKIEJ <–

To pytanie, które najczęściej słyszałam, będąc na poście dr. Ewy Dąbrowskiej, który polega na jedzeniu surowych warzyw i wybranych owoców przy ilości dziennych kalorii 400-800. Już trochę o nim pisałam dlatego zainteresowane osoby odsyłam do wcześniejszych postów.

Jestem po 11 dniach postu i naprawdę cieszę się, że to już koniec. Przed wami moje podsumowanie.

Zacznijmy od wagi.

Moja waga wyjściowa to 50 kg przy wzroście 163 cm. Ci, co mnie znają to wiedzą, że jestem chuda i już za bardzo nie mam z czego chudnąć.

Jak się okazało jednak mam. Moja waga podczas poranka 12 dnia to: 46.7 kg, czyli spadek o 3.3 kg w 11 dni.

Spadek wagi zauważyłam najbardziej po twarzy w dniu 11 z samego rana. Efektem zmniejszonej masy ciała (według BMI jest to już dla mojego wzrostu niedowaga) odczułam zimno, które pojawiło się dokładnie w dniu 4 i trwa do dziś. Muszę zakładać dodatkowe warstwy ubrań, żeby się dogrzewać. Spadek wagi nigdy nie był moim priorytetem dlatego teraz na wyjściu z postu i jedzeniu pełnowartościowym będę ją monitorować, ponieważ chce by waga powróciła do tej wyjściowej.

Pozytywne aspekty diety.

Dnia zerowego pisałam z czym się borykam, było to m.in. przewlekłe zmęczenie, sucha skóra, łuszczyca na głowie i rękach, ból kolan.

Skóra na ciele w 100% się poprawiła. Nie jest sucha ani napięta i do tego nie swędzi.

Potrafię mniej spać i dłużej pracować. Nie zasypiam przy komputerze czy podczas czytania książki w środku dnia. Jestem zdecydowanie bardziej produktywna i mogę się przez dłuższy czas skupić.

Łuszczyca na głowie uległa poprawie, ale nie zniknęła. Wcześniej musiałam codziennie myć głowę, bo nie byłam w stanie wytrzymać tak mnie swędziała, teraz 2 dni nie stanowi żadnego problemu. Głowa przestała swędzieć, ale zmiany skórne nie zniknęły.

Co do sytuacji z rękami to skóra przestała się łuszczyć i przestały tworzyć się krostki z ropą natomiast skóra jest dalej bardzo sucha mimo ciągłego natłuszczania lub nawilżania. Po odstawieniu maści sterydowych na dwa tygodnie przed wejściem na post nie byłam w stanie przestać drapać rąk do krwi, teraz wyglądają tak jak w najlepszym stanie po maściach sterydowych. Osiągnęłam ten sam efekt dietą nie używając ich, dlatego dla mnie to ogromna poprawa, chociaż nie widać 100% remisji i regeneracji.

Ból kolan zelżał, jak pisałam wcześniej ból odczuwałam już nawet podczas siadania na toalecie! Teraz ból jest zdecydowanie mniejszy, momentami jakby go w ogóle nie było, ale kiedy indziej dalej się odzywa. Jest to znacząca poprawa, ale też nie jest to całkowite wyeliminowanie dolegliwości.

Jak widać odstawienie tak dużej ilości produktów przyniosło jakieś efekty.

Karmienie piersią a dieta.

Karmienie piersią na diecie jest nie wskazane przez wzgląd na to ze dziecko dodatkowo wysysa z nas mleko a co za tym idzie energię. Do mleka jest przekazywane wiele mikro i macro elementów, które opuszczają nasze ciało, wtedy gdy ich potrzebujemy, czyli na poście w szczególności. Zdecydowałam się na dietę, ponieważ już nie chciałam dłużej czekać. Karmie Zosię już tylko raz dziennie. Po ponad 9 miesiącach karmienia piersią postanowiłam ją powoli odstawiać. Zostało nam jedno poranne karmienie, z którego nie jestem gotowa jeszcze rezygnować. Reszta jej diety to 3 posiłki normalnego jedzenia i 2-3 dodatkowe karmienia butelką. Nie odczułam spadku laktacji przez dietę. Robiłam też research przed i znalazłam kobiety, które także na poście karmiły. Pewnie nie zdecydowałabym się na post, gdybym karmiła ją częściej. Jeżeli któraś z was karmi polecam przemyśleć i przerobić temat. Myślę, że mogłabym ją karmić nawet częściej, ale jesteśmy na etapie, że tylko na rannym karmieniu potrafi się skupić na piersi a pozostałe wierci się i kręci i macha rękami i nogami, nie może się skupić a jak dostanie butelkę to je spokojnie. Przez to też postanowiłam ją powoli odstawiać.

Kryzysy podczas diety.

Największy kryzys w moim przypadku był w dniu 3 z samego rana, kiedy to czułam się jak na kacu. Trzęsłam się, serce biło bardzo nierówno i czułam się bardzo słabo. Był to najprawdopodobniej gwałtowny spadek cukru we krwi. Po porannym starterze (zakwas z buraka, szklanka wody z cytryną i porcji magnezu) zrobiło mi się lepiej i kontynuowałam. Z mniejszych kryzysów mogę wymienić głód w pierwszym i drugim dniu, który był ciężki do zwalczenia. Z początku miewałam też bóle i zawroty głowy oraz pękły mi usta. Między czasie dostałam też okres o o dziwo zerowych buli menstruacyjnych z wyjątkiem huśtawki nastrojów. I to w sumie tyle, jeśli chodzi o kryzysy związane z ciałem fizycznym. Zdecydowanie najgorszym ze wszystkich był dla mnie kryzys niejedzenia i odmawiania sobie. Uwielbiam jeść dlatego odmawianie sobie jedzenia było naprawdę trudne zwłaszcza jeżeli to jedynie przygotowywałam dla innych lub karmiłam Zosię i patrzyłam jak ta np. nie chce jeść bo akurat żle się wstrzeliłam w porę. Widok marnowanego jedzenia, wyrzucanego jedzenia, był nie do zniesienia. Zaczęłam robić się nieznośna, tkliwa, łatwo było mnie wkurzyć i wyprowadzić z równowagi. Obudziło się we mnie takie małe dziecko, któremu zabiera się najlepszą zabawkę i nagle zaczyna płakać. Tak się czułam z jedzeniem, jakby ktoś zabrał mi jedną z największych przyjemności życia. Myślę, że głodu trzeba doświadczyć i to nie przez jeden dzień a przez dłuższy czas, by naprawdę zrozumieć o co chodzi.

Myślałam, o jedzeniu, którego nie mogę zjeść na każdym kroku, ślina napływała mi do buzi za każdym razem, gdy karmiłam Zosie łyżeczką i nie mogłam sama spróbować tego, co ona. Taki post pokazuje jak silna jest nasza wola a także trenuje naszą samokontrolę i samodyscyplinę.

Każda dieta wymaga wyrzeczeń, wiele osób szybko się poddaje, bo nie potrafi sobie odmówić lub nie chce sobie odmawiać.

Dzisiaj na jedzenie patrzę z jeszcze większym szacunkiem niż 12 dni temu i czuje do niego jeszcze większą pasję. Jedzenie, spożywanie posiłków z innymi, dzielenie się tym jedzeniem i szeroko pojęte ucztowanie to jedna z najpiękniejszych czynności, które zostały nam dane. Niestety wiele ludzi żyjąc w przesycie nie potrafi tego docenić.

Co dalej?

Temat zdrowia, zdrowego odżywiania i stylu życia coraz bardziej mnie wciąga i nie zamierzam na tym przestawać. W celu poprawy jakości życia postanowiłam zrobić testy na nietolerancję pokarmowe, na których wyniki czekam. Potem wykluczenie odpowiednich pokarmów o ile będą, wykluczenie fasfoodów (na razie od diety ich nie ruszałam), żywności przetworzonej, o dziwo rezygnacja z kawy była dosyć prosta, odstawienie cukru czy chleba też. Jest tyle dobrego jedzenia, że o ile ma się wybór to zamiana kawy na zioła czy cukru na miód nie stanowi dla mnie problemu. Do tego chciałabym zacząć intensywną suplementację, odrobaczanie czy jak inni wolą pozbycie się pasożytów, a także wyrobienie sylwetki. Myślę, że będziecie tu widzieć coraz to więcej jedzenia 🙂

Wydaje mi się, że wyczerpałam temat. Osobom zainteresowanym jak najbardziej polecam spróbować, natomiast najpierw zróbcie dobry reaserch. Przesłuchajcie nagrania z aplikacji Dieta dr. Dąbrowska, poczytajcie na czym polega dieta, jakie kryzysy występują, jak sobie radzić, gdy bierze się dużo leków. Kiedy nie robić diety. Co jeść a czego nie. Podczas tych 11 dni pisało do mnie kilka osób, które były nastawione do diety raczej negatywnie i wcale się im nie dziwie. Jeżeli ktoś słyszy złe opinie to i takie ma, dlatego polecam się doinformować we własnym zakresie by potem wiedzieć co się robi.

Dziękuję też za sporo pozytywnych wiadomości i komentarzy od osób, które dietę przeszły lub które chciałby przejść i czekały na wrażenia.

Wszystkim osobom, które przeszły, chociaż 7 dni postu gratuluje a wiem że są takie co trwały na nim przez dni 40. Jestem pełna podziwu i szacunku dla was wszystkich, bo jest to nie lada wyczyn!

dieta dr. ewy dąbrowskiej EFEKTY ŁUSZCZYCA

dieta dr. ewy dąbrowskiej EFEKTY ŁUSZCZYCA

dieta dr. ewy dąbrowskiej EFEKTY ŁUSZCZYCA

Zapraszam do regularnego śledzenia mnie na instagramie gdzie wrzucam bieżące relacje 🙂

Zachęcam też do zapisania się do newslettera by dostawać informacje o nowych wpisach.